Transasiatica 2003 cz. IV
sz Wyświetlono: 647 razy 2004-02-23 21:56:16![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.74 (74 głosów) |
Padłem jak kafka.
29.07.2003
Doszliśmy brzegiem Bajkału do piknej plaży nad malowniczą zatoczką. Droga była do ść ciężka ale podołaliśmy. Plaża jest kamienista i śledzie or szpilki od namiotów ciężko się wybijały. Wszystkim bardzo się tu podoba. Tyle do dnia poprzedniego. 29tego rano po zbiorowym śniadaniu Adek, Malina i Gośka idą do centrum wsi po zaakupy i załatwić "rejestrofkę" wypogadza się i koło 13tej robi się taka patelnia, że biegamy w samych majtach.
Robimy sobie pranie i kąpiel, bo w końcu mamy wody pod dostatkiem :). Momo gorąca kąpać w Bajkale się nie da. Woda ma 6-8 stopni. Myjąc się paruje z ciała. Świeżo nabrana woda do metalowego kubka powoduje , że kubek "zachodzi" parą.
Organizujemy drewno na wieczorne ognisko. Trzeba kawałek wbić się do lasu bo z brzegu wszystko wyzbierane. Ale to nie problem. W godzinę gromadzimy pokaźny zapas opału. Wraz z Tolkiem robimy maski i kopczyki z kamieni aby odstraszyć złe duchy, a dobre zaprosić. Czymś trzeba się zająć. Próby łowienia ryb kończą się fiaskiem. Woda w Bajkale oprócz tego, że lodowata jest krystalicznie czysta. Nie ma najmniejszych oporów żeby ją pić. Plażujemy się trochę, odpoczywamy... W końcu spokój, nie jedziemy, nie spieszymy się, tylko leżymy plackiem. Czujemy wakacje. Wieczorem wracają ze wsi z zakupami. Pakupili żarełko, ale rejestrofki nie ma, bo chcieli 500 rubli za 3 pieczątki. Za drogo. Zakupili po rybce wędzonej. Bardzo super smaczny omul bajkalski. Palimy ognicho jemy rybki i nie tylko. Jako przyjaciele zwierząt nie dajemy rybkom uschnąć. Wiadomym przecież jest, że rybka lubi pływać chociaż jest nieżywa". Kończąc ognisko zakładam z Zalesiem fundację "Zdrowa Malina". Fundacja działa prężnie bo wypalamy Malinie wszystkie fajki:).
30.07.2003
Wstajemy rano, o 1230. Słonka ni ma i jakoś chłodno się zrobiło. Dziś do wsi idzie Zaleś, Tolek i ja. Kupujemy 3 Balticzki i ustalamy plan działania. Plan się ustalił : 3 omuliki i jeszcze 3 Balticzki J. Zazkupujemy również produkty dla ekipy (konsy, dżemy, chleby). Dowiadujemy się o godziny w jakich odpływają wodoloty i inne statki w stronę Bolszych Kotów i dalej.
Wszystko tłumaczy nam bardzo miła i bardzo ładna Rosjanka. Zaczyna trochę padać. Deszczyk niezbyt silny, ale ciągły. Wracamy do obozu w deszczu. Wszyscy siedzą w namiotach My lekko przemoczeni przebieramy się w suche rzeczy. Potem 3h kimonko. Wstajemy i już jest koło2100.Jemy rybki. Ciągle kropi. Rozpalamy ognicho, deszczyk ustaje na ok. 0,5 h. Próbujemy suszyć mokre ciuchy ale znowu opad przybiera na sile i nic z tego nie wychodzi. Siedzimy jakiś czas przy ogniu, lecz deszczyk skutecznie nas wygania do namiotów. Plan na jutro jest taki żeby dotrzeć do Bolszych Kotów. Generalnie są 2 sposoby : pieszo z plecakiem 20kg lub wrócić do centrum i płynąć statkiem. Odległość to ok. 15km.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















