Transasiatica 2003 cz. III
sz Wyświetlono: 492 razy 2004-02-23 21:48:13![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.89 (71 głosów) |
Zimne noce bywają już tu w lipcu. Odczuliśmy to : wszyscy zmarzli trochę tej nocy. Ranek jednak słoneczny i niebo bezchmurne. Driver nas podwozi do wulkanu, ale wsiada z nami do Uaza Munkryt. Za jakieś 300m każe nam wysiadać bo chce nam coś pokazać - prowadzi nas do jaskini w skałach.
23.07.2003
Jaskinia wielka, żeby dojść do głównego pomieszczenia, gdzie można stanąć w pełnym wyproście (nawet Pawlo nie miał problemu) trzeba było prawie na czworakach, w zupełnych ciemnościach, przejść kilkanaście metrów.Bardzo fajnie. Szkoda tylko, że nasze latarki to "popierdółki" i ledwo świecą.
Dalej idziemy (po wyjściu z jaskini) i dochodzimy do "dziury w ziemi". Skalisty, nie do spenetrowania otwór w ziemi. owalny mniej wiecej średnicy 30-40m. Z brzegu skalny nawis, ściana ze 20m, bez liny nie zejdziemy. Wrażenie robi wielkie. Idziemy dalej. Spotykamy następny otwór, lecz tym razem da się zejść. Munkryt wraca do siebie. Schodzimy do dna i znajdujemy jeziorko pod nawisem skalnym. Głębokie jest na około pół metra a na dnie ..lód. Autentiko. Na zewnątrz +30 a tam lód. Kierujemy się cały czas na wschód w kierunku krateru wulkanu. Po około godzinie nieskomplikowanej wspinaczki jesteśmy na miejscu. Cała gora wulkanu z pumeksu. Pierwszy raz widzimy taką i dziwimy się niemal każdemu kamyczkowi. Krater ma średnicę ponad 0,5 km, lej głęboki na może 100m. Na dole poukładane skalne kopczyki i pozawiązywane niebieski wstęgi, symbolizujące świete miejsca dla Mongołów. Bardzo dużo takich kopczyków w przeróżnych miejscach podczas naszej podróży spotykamy. Na wulkanie spotykamy również skośnookich turystów. Każdy z nas zabiera ze sobą jakiś pumeksik i lecimy dalej w góry. Wycieczka trochę się rozdziela : Tolek szuka baru z zimnym browarem ( niczym Donkiszot ), ja z Zalechem lecimy na skróty. A reszta pomyka na najwyższy szczyt. Do obozu wróciłem z Zalechem przed wszystkimi, Tolek jednak już był przed nami. Reszta dotarła po jakichś 2-3h. Krótki odpoczynek, frykasy z barana przynosi Munkryt, a do tego świeżo smażone okonie (super dobre!). potem idziemy się kąpać do jeziora bo spaleni słońcem jesteśmy straszliwie. Czaimy się do wody i widzimy całe stada okoni. Mnóstwo, jeszcze tylu nna raz w życiu nie widziałem. Po chwili przychodzi Munkryt ze zwiniętą na patyku żyłką grubości duzo ponad 1mm (jak linka do prania). Na końcu zachaczona zdezelowana wahadłówka i 2 spote ciężarki. Rozwija ze 20m żyłki i niczym rzutką, rzuca blaszką do wody. Potem ręcznie ściąga i czynność powtarza. 10 min 7 okoni, dwa takie po 25cm! Każdy z nas próbuje, radoche mamy jak 5latek z lizaka J. Zostaję debeściakiem tego łowiska bo wyciągam najwiekszego okunia. Takich połowów jeszcze nie widziałem. Wreszcie upragniona kąpiel. Zaaferowani łowieniem zapomnieliśmy jak nam gorąco. Rozgrzani wskakujemy do wody już bez najmniejszych oporów. Woda bardzo przyjemna i chłodząca. Siedzimy na plaży i zachwycamy się nonstoper wszystkim.J.Malina jedzie na koniku. Tolek podaje projekt :"może i my spróbujemy?". Czemu nie.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















