Dookoła świata - Tajlandia część VI
justiluk Wyświetlono: 213 razy 2006-04-20 23:35:42![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.87 (70 głosów) |
Podróż dookoła świata
http://www.veda.com.pl/dookola
13.03.2006 r.
Wstalismy rano, zjedlismy szybkie sniadanie, spakowalismy najwazniejszy sprzet i owoce: plan na dzis - wycieczka przez dzungle. Wstep do parku okazal sie duzo drozszy niz sie spodziewalismy. I tak dobrze, ze mialam znizke studencka - zawsze to kilka zlotych wiecej w kieszeni. Wzielismy mala mapke z centrum informacji turystycznej, wybralismy trase i ruszylismy w las.
Njgorsze w dzungli jest to, ze czlowiek meczy sie na tyle, ze jedyne o czym jest w stanie myslec, to dojscie do celu. Zapomina o niebezpieczenstwach, przestaje koncentrowac sie na otaczajacym swiecie: byle postawic jeszcze jeden krok, przejsc przez nastepny korzen, gorke, odcinek drogi. Tak tez bylo z nami, szczegolnie pod koniec. Przynajniej ze mna. Mimo, ze widzielismy po drodze juz dwie zielone zmijki, ktorych ukaszenie moze byc nawet smiertelne, w ogole wylaczylam myslenie o tym, co moze czychac na drzewie czy w krzakach. Chcialam tylko dojsc do ostatniego wodospadu, zrzucic z siebie kompletnie mokre ciuchy i wskoczyc do wody... Szlismy bowiem prawie 8 km, zbaczajac dodatkowo z drogi aby popatrzec na kolejne wodospady. Gdyby one chociaz byly tak piekne, jak to widzielismy na zdjeciach... Ale niestety - panuje tu teraz pora sucha, wodospady nie sa moze wyschniete, ale ilosc wody, ktora nimi splywa jest tak niewielka, ze w ogole nie wygladaja jak wodospady - po prostu czesc strumienia... Droga byla jednak ladna - wielkie bambusy, niesamowicie poskrecane pnacza i liany tworzace warkocze, oploty drzew, fikusne ksztalty. Czasem kilka mniejszych drzew zrastalo sie w jedno - jednak nie calkowicie, tak ze pomiedzy jednym drewnianym cielskiem, a drugim potworzyly sie przerwy wygladajace jak okienka o fantastycznych ksztaltach. Zachwycily nas tez towarzyszace nam wonie: zmienialy sie co chwila, przywolujac na mysl coraz to nowe zapachowe skojarzenia - czasem mile, czasem mniej, jednak zawsze intensywne i ciekawe. Co interesujace - wcale nie bylo tam wielkich kwiatow, z ktorych moznaby sie takich wonnosci spodziewac. Nie mamy pojecia, tak naprawde, skad te zapachy dobiegaly.
Wracajc do zwierzat, widzielismy w sumie dwie zielone zmijki, jedna brazowa i chyba weza. Za duze to bylo jak na zmijke. Obie zielone gadziny uciekly nam spod nog i przyczaily na zielonych roslinach przy sciezce. Ich kolor tak bardzo przypominal podstawy, na ktorych sie usadowily, ze mimo nieduzego dystansu mielismy problem z rozroznieniem roslin od cienkich, oslizglych cialek zmij. Tak, cz inaczej, nie przypadly mi jakos bardzo do gustu...
| Oceń relację |
TajlandiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















