Dookoła świata - Tajlandia część V
justiluk Wyświetlono: 251 razy 2006-04-20 23:30:56![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.09 (74 głosów) |
Podróż dookoła świata
http://www.veda.com.pl/dookola
08.03.2006 r.
Dzisiejszy dzien bylby wspanialy, gdyby nie glupota mojego drogiego Robinsona. Wstalismy wczesnie rano (nie da sie dlugo wytrzymac w tym upale w namiocie), zjedlismy sniadanko. Odpoczelismy chwile - i do wody. Poplynelismy w ten sam sposob, co wczoraj - prosto z naszej plazy, wzdluz skal, po czym zakrecilismy do niewielkiej zatoczki. Zrobilo mi sie niedobrze (niestety czesto tak mam w wodzie), wiec postanowilismy wyjsc na skaly chwile odpoczac. Wielkie, kolorowe kraby uciekly przed nami sprawnie, usiadlam na goracej skale, a Lukasz poszedl kawalek dalej. "Jaskinka, jaskinka, choc zobacz!" - krzyknal zza skal. Jaskinka oczywiscie nie byla prawdziwa jaskinka lecz dziura miedzy kamieniami, jednak wslizgniecie sie do niej graniczylo z cudem. Po chwili udalo mi sie, jednak Luasz uznal, ze musi jeszcze wyjsc po pletwy - zeby woda nie zabrala. No i wszystko byloby dobrze, gdyby nie to, ze wracal inna droga: stanal na bambusie, ktory pekl... Uslyszalam tylko krzyk, a potem zobaczylam slady krwi na kamieniach... Robinsonowa stopa okazala sie byc przecieta niemalze w poprzek... Krew leciala, miesko wychodzilo - przeciecie bylo glebokie jak diabli. A my - nawet jesli udaloby nam sie w tym, stanie wyslizgnac z nieszczesnej "jaskinki" i tak nie mielismy jak wrocic na plaze - wlozenie przez Lukasza stopy w pletwe bylo niemozliwe, nie mielismy niczego, czym moznaby rane zwiazac, zeby powstrzymac krwawienie. Sytuacja przedstawiala sie wiec nieco dramatycznie. Po chwili kombinowania i cwiczenia udalo nam sie wyjsc na kamienie i wtedy zdarzyl sie cud - zobaczylismy przeplywajacy w poblizu ponton! Zaczelismy machac i krzyczec jak szaleni. Najpierw odmachali nam myslac chyba, ze po prostu sie witamy, ale gdy uslyszeli: "help,help", podplyneli najblizej skal, jak sie dalo. Wpelzlismy do wody i podplynelismy do naszych wybawicieli. Okazalo sie, ze to para starszych Niemcow, ktorzy wlasnie wyruszyli na snorkling. Nie mielismy zbyt wiele czasu na rozmowe, ale to, czego udalo nam sie dowiedziec, to ze od 8-iu lat plywaja jachtem dookola swiata - wow! Podplyneli najblizej plazy, jak sie dalo, na tyle, ze Lukasz mogl "wyskakac" na jednaj nodze. Pobieglam odlozyc rzeczy kolo namiotu i wziac opatrunki. W tym czasie ludzie z parku narodowego i jakis mezczyzna z ktorejs wycieczek zajeli sie Lukaszem. Przemyli rane i zalozyli opatrunek. I tak nie wyglada to zbyt dobrze. Wrecz zle, powiedzialabym. Lukasz jest wsciekly, bo cien padl zarowno na dalsze nurkowanie tu, jak na trekking w lesie, w Parku Narodowym do ktorego planowalismy pojechac nastepnie. Ale coz. Nie mozna tracic nadziei, ze sie szybko wyleczy i jednak damy rade wszystko zrobic tak, jak planowalismy :)
11.03.2006 r.
Konczy sie nasz pobyt na Similanie. Nie pisalam, choc wiele sie dzialo. A moze niewiele, tak naprawde...?
Dzien po wypadku Lukasza w calosci spedzilismy na ladzie, zeby dac nodze odetchnac.
| Oceń relację |
TajlandiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















