Laponia 2006 - Zimowa Wyprawa Polarna
rafalkrol Wyświetlono: 2368 razy 2006-04-20 21:09:07![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.94 (172 głosów) |
Kilka lat temu mój kolega ze Szpicbergenu namawiał mnie na arktyczną wyprawę po parku Narodowym Abisko i przejściu stamtąd pod Kebnekaise - najwyższy szczyt Szwecji. Pomysł bardzo mi się spodobał. Z czasem postanowiłem nad tym popracować. Przy studiowaniu map okazało się, że Abisko to tylko wycieczka w porównaniu do przygody która może czekać na mnie w gigantycznych parkach położonych poniżej, Padejlanta i Sarek. Gromadząc informacje na temat tych miejsc, rosła moja fascynacja tą wyjątkową krainą. Zapału dodawało mi wyjątkowo mało opracowań i fotografii tych terenów. Nawet w internecie nie mogłem znaleźć zdjęć Laponii ani relacji z większych zimowych wypraw. Postanowiłem więc zrobić trasę, której jeszcze nikt nie zrobił i to w najbliższej nam Arktyce oraz przybliżyć Polakom zimową Laponię i najdziksze miejsca Europy. <br />
www.expeditions.pl
Kilka lat temu mój kolega ze Szpicbergenu namawiał mnie na arktyczną wyprawę po parku Narodowym Abisko i przejściu stamtąd pod Kebnekaise - najwyższy szczyt Szwecji. Pomysł bardzo mi się spodobał. Z czasem postanowiłem nad tym popracować. Przy studiowaniu map okazało się, że Abisko to tylko wycieczka w porównaniu do przygody która może czekać na mnie w gigantycznych parkach położonych poniżej, Padejlanta i Sarek. Gromadząc informacje na temat tych miejsc, rosła moja fascynacja tą wyjątkową krainą. Zapału dodawało mi wyjątkowo mało opracowań i fotografii tych terenów. Nawet w internecie nie mogłem znaleźć zdjęć Laponii ani relacji z większych zimowych wypraw. Postanowiłem więc zrobić trasę, której jeszcze nikt nie zrobił i to w najbliższej nam Arktyce oraz przybliżyć Polakom zimową Laponię i najdziksze miejsca Europy.
12 marca. Po nocy w Kvikkjokk udaje nam się zapakować i wyjść tuż po 8.00 rano. Świetna pogoda i mróz -5°C. Z drogi w Kvikkjokk dosłownie jest kilkanaście metrów do zamarzniętej rzeki, która jest początkiem naszej trasy, więc po prostu wciągamy sanki na rzekę. Ciągniemy sanie na wschód, po zamarzniętej rzecze jeździ wiele skuterów. Tutaj jeszcze nie ma strefy ochronnej parku narodowego. Prowadzi nas Rafał, który dzień wcześniej był na rekonesansie. Po pewnym czasie ślady skuterów się rozdzielają i Rafał sprowadza nas z jeziora do lasu. Nie sprawdza się jego założenie, że ślad skutera dokądś musi prowadzić. Nie musi. Skutery jeżdżą jak chcą, specjalnie kluczą między pagórkami i przeszkodami. Dla nas z saniami to jednak niewykonalne. I tej lekcji nie będziemy już powtarzać. Po stracie kilku godzin na błądzeniu wśród drzew, w końcu docieramy do stalowego mostu przerzuconego nad jarem zamarzniętej rzeki i odnajdujemy szlak do Njunjes. Samą chatę Njunjes mijamy po południu, ale do zachodu słońca jest jeszcze kilka godzin, więc idziemy dalej. Tego dnia mija nas Szwed na nartach, który przez dwa tygodnie wędrował sobie z namiotem. Jak się okaże później, to jedna spośród trzech osób, które spotkamy w ciągu wyprawy. Szwed ostrzega nas przed dużymi mrozami, natomiast uspokaja mnie, że śnieg jest przewiany i dobrze się ciągnie sanki. Śpimy przy przesmyku jeziora Tarraure łączącego jego dwa zbiorniki. Rozbijamy się koło 18.00 - potem gotowanie, drobne naprawy i spanie. W nocy było na pewno poniżej -15°C, pod tkaniną śpiwora zebrał się lód.
13 marca. Rano około -10°C, pogoda dopisuje. Wstajemy o 6.00, o 8.00 staramy się wychodzić w trasę. Tego będziemy starali się trzymać przez cały okres wyprawy. Po około 2 godzinach marszu docieramy do Tarrekaisestugan. Tu też jest chata, do której nie wchodzimy. Chata jest ukryta w lesie po prawej stronie jeziora którym idziemy. Przed nami pierwszy dylemat.
| Oceń relację |
SzwecjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

























