Podróż dookoła świata
Dookoła świata - Dalsza czesc Tybetu - część II



Justiluk2006-04-13 18:45:13
Wyświetlono razy (ostatnio: )
- jednym slowem: koszmar! Odcinek 80 km jechalismy chyba ze 2,5 h! Najsmieszniejsze jest to, ze owa wspaniala szosa nazywana jest powszechnie Friendship Highway. My, od momentu wyjazdy z shigatze nazywamyja FriendSHIT High Way, bo wysoko to faktycznie ona jest, ale nic poza tym... Plus, to oczywiscie przecudne widoki z niezwykla niespodzianka, w pstaci Mount Everestu!!! Nie mialam pojecia, ze widok te najwyzszej na swiecie gory moze tak wzruszyc! Powtarzalismy sobie w kolko: widzimy Everesta, widzimy Everesta...! Kierowca widzac nasze podniecienie, zatrzymal sie wspanialomyslnie, mimo ze wiozl jeszcze jednego pasazera, abysmy mogli zrobic szybkie zdjecia. Jak to Tomek potem stwierdzil: nasze najbardziej wartosciowe zdjecia jak do tej pory :) Ja, mimo ze jestem najmniejsza milosniczka gor z nich wszystkich i tak sie wzruszylam i musze przyznac, ze naprawde zrobilo to na mnie wrazenie :) Tak wiec po koszmarnej drodze, dotarlismy wreszcie do Tingri. Nie mielismy pojecia, w ktorym Tingri sie znajdujemy, ani czy powinnismy miec tu pozwolenie. Wspolnymi silami ustalilismy w koncu, ze znajdujemy sie w Tingi nowym, bo stare to tak naprawde Dingi i zostalo nam do niego jeszcze ponad 30 km... Przez dluzszy czas bilismy sie z myslami, czy zostawac, czy probowac jechac dalej... Przesadzil glod i to, ze stalismy tuz kolo malej tybetanskiej restauracyjki, ktorej wnetrze i zapachy z niej dobiegajace bardzo na sie spodobaly. Rozsiadlszy sie wiec na wyscielonych poduszkami lawach, otoczeni zapachem kadzidel, zjedlismy tybetanskie kluski w zupie, po czym my z Danusia poszlysmy rozejrzec sie za miejscem do spania. Udalo nam sie je znalezc bardzo blisko, w milym kompleksie pokoiko-domkow, polaczonych ze soba w jeden ciag. Reszte popoludnia spedzilismy siedzac w naszej przyspaniowej restauracyjce (ten sam styl, co podczas obiadu), grajac w karty i zastanawiajac sie, co zrobimy jutro szczegolnie, ze konczy nam sie gotowka, a bez niej moze byc trudno pokonac odcinek ponad 200 kilometrow, ktory pozostal nam do granicy... Ech, jestem w niezlym stresie, a dodatkowo jest okropnie zimno. Jutro wstajemy raniutko, zeby jak najszybciej rozpoczac zmudny proces lapania okazji do Nepalu - oby sie udalo... Dyskusja z chinskimi urzedasami o tym, dlaczego nie udalo nam sie byc wczesniej na granicy, albo nie daj Boze jakies kary, jesli jutro nie znajdziemy sie w Nepalu, moga nas przerosnac - w kazdym wymiarze... No nic, klade sie.
Zobacz zdjęcia:
Tybet
Tybet - wybierz obszar, który cię interesuje:













































