Dookoła świata - Rosja - część VII
justiluk Wyświetlono: 246 razy 2006-04-11 19:42:48![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.00 (64 głosów) |
Podróż dookoła świata
http://www.veda.com.pl/dookola/
07.09.2005 r.
No i jestesmy w gorach J Siedze na ganku naszego domku – dla turystow. Cale obejscie sklada sie z domu mieszkajacych tu meteorologo-drwali (ciagle zajmuja sie drewnem i wyjatkowo malo meteorologicznie wygladaja…), bani, domku dla turystow (piec-koza i jedna wielka prycza) i jakichs dwoch komore gospodarczych. Na zwierzyne skladaja sie kon i dwa koty J
Droga tu miala zajac 5-6h. Nam zajela prawie 8, choc jestesmy bez duzych plecakow (wiekszosc rzeczy zostawilismy w muzeum)… Droga ladna, dobra, czesto przekracza sie strumien, widoki malownicze. Zblizajaca sie jesien pomalu koloruje tutejsza przyrode. Wiele razy zetknelismy sie takze z burundukiem – bardzo sympatyczna, pasiasta (wzdluz), tutejsza odmiane wiewiorki J Po drodze pojawily sie tez krzaczki jagod! Ja nawet znalazlam kilka owocow – pelnia szczescia, bo mialam na nie ochote od dawna J Po przyjsciu zjedlismy zupki chinskie i rozlozylismy spanie (z nami spia jeszcze trzy osoby – chyba goscie gospodarzy). W tym czasie panowie przygotowali nam banie, ktora jest czyms idealnym (kiedy nie ma wanny lub prysznica, oczywiscie) po calodziennym wysilku!:) A teraz idziemy spac przed jutrzejszym zdobywaniem Piku J
08.09.2005 r.
A jednak nie poszlismy na Pik… od samego rana pada deszcz. Mimo to bylismy nawet gotowi isc, ale pan meteorologo-drwal, ktory jest tu chyba szefem powiedzial, ze jutro bedzie ladna pogoda, wiec zeby sie dzis nie moczyc, tylko spokojnie wygrzac i odpoczac. Tak tez zrobilismy – w sumie nigdzie nam sie nie spieszy. Wczoraj przed wyjsciem z muzeum spotkalismy w nim jeszcze Polakow, ktorych spotkalismy tez na Olchonie. Pan z Babiej Gory powiedzial, ze historyczna koleja jechali, ale nie wie, czy polecac, bo trase, ktora moznaby przejechac w 2h on jedzie caly dzien, bo ma mnostwo niepotrzebnych, dlugich przerw, a na dodatek przewodniczka przez caly czas gada jakies glupoty pelne niewaznych szczegolow, od czego po godzinie robi sie mdlo… - odeszla mi ochota na te podroz…
Tak wiec dzien spedzilismy nad wyraz leniwie, grajac w karty, jedzac… Tutejszy kot chyba nas polubil, bo spi mi caly czas na kolanach i nie odstepuje na krok. Teraz bedzie niestety musial, bo mimo deszczu – ide na jagody. Widzialam ich tu wczoraj w okolicy domku calkiem sporo i poczulam sie sprowokowana…!
Juz wrocilam, z calym 0,5 litrowym kubkiem jagod. Mamy nowego sasiada, ktory przyszedl tu dzis rano kompletnie mokry, ze wszystkimi rzeczami rownie mokrymi, wiec jest napalone w piecu i generalnie – suszarnia J Moje spodnie tez korzystaja po jagodobraniu. Kot nie chcial sie ze na rozstac i poszedl za mna na dwor, ale dlugo nie wytrzymal – on biedny nie ma kaptura… A wracajac widzialam, jak panie znajome panow meterologo-drwali zabieraly z naszego domku swoje rzeczy, a z nimi – mojego kota! Smutno mi.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















