Podróż dookoła świata - Tajlandia część IV
Gryka Wyświetlono: 260 razy 2006-04-08 21:49:23![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.99 (71 głosów) |
Podróż Gryków dookoła świata<br />TAJLANDIA - 10.01.2006 - 28.02.2006
www.grykapodroze.com
No tak...:)
To mile czytac maile od Was, ze bardzo podobalo sie zwlaszcza zakonczenie!:)
No ale... nasz mily facet z Hospitality Club (HC). Idee dzialania tego klubu juz wszyscy chyba zdazyli z naszych relacji zalapac. Generalnie chodzi o to, ze kazdy czlonek HC udostepnia w sieci swoja kartoteke, gdzie okresla m.in.warunki mieszkaniowe, swoje zainteresowania itd i zazwyczaj oferuje nocleg i wszelka pomoc obiezyswaitom zrzeszonym wlasnie w HC. My sami kilka razy goscilismy ludzi z HC bedac jeszcze w Irlandii, a pozniej - juz podczas naszej podrozy - korzystalismy z goscinnosci innych klubowiczow. No i do tej pory bylo milo...Az do naszego przyjazdu do Lampang'u. Facet okazal sie milym gosciem, ale...
... jak tylko ruszylismy samochodem zaczela sie dziwna rozmowa... Po przedstawieniu sie wzajemnie i takich tam, zaczal cos gadac o hotelach i guest housach. Zaczelismy sie domyslac, ze wcale nie ma ochoty nas goscic u siebie. No dobra, jakos to przezyjemy.No i nasze podejrzenia sie sprawdzily. Zalatwil nam tani hotelik (i chwala mu za to), a nawet nas tam zawiozl. Nie bylo by w tym nic starsznego, gdyby nie to, ze ow hotelik byl chinski!!! Typowa chinszczyzna! Brudne posciele, zero informacji, zero angielskiego, zero klimatu...zero wszystkiego. Po przemilych noclegach w Nepalu, Rajastanie i Tajlandii jakos trudno sie bylo przestawic znowoz na cos takiego... No! Jedynie cena byla atutem, bo (jak pozniej sprawdzilismy) na warunki tego mistaeczka byla naprawde niezla - 100THB za pokoj. Nic to. Dalej nie wiedzielismy o co tak do konca chodzi. Pierwszy raz spotkalismy sie z taka sytuacja, ze facet z HC zabiera nas do hotelu, a nie do siebie. Mielismy bardzo mieszane uczucie, tym bardziej, ze gosciu tez byl troche sztywny i absolutnie do gustu nam nie przypadl.
Nie ma co sie na ten temat rozpisywac. Wspomnimy tylko, ze spotkalismy sie z nim kilka razy, zreszta zafundowal nam wycieczke po Lampangu, zebysmy mogli zobaczyc najbardziej interesujace miejsca (glownie waty - niektore w stylu birmanskim, byly naprawde ciekawe i interesujace, zupelnie inne od widzianych wczesniej) tyle, ze musielismy placic za niego za transport i bilety wstepow... To juz nam sie absolutnie przestalo podobac! Dawalismy mu niejednokrotnie do zrozumienia, ze nie mamy zbyt duzo pieniedzy, ze chcemy i musimy oszczedzac itd, a facet dalej nic... Koniec koncow sami zaczelismy zwiedzac miasteczko, a gosciu nawet sie nie pojawil zeby nas pozegnac na dworcu autobusowym (pomimo, ze obiecal). Jednak nie bardzo sie jakos tym zmartwilismy:)
Z Lampangu wywedrowalismy lokalnym autobusem do Thai Elephant Conservation Centre, czyli do miejsca ze sloniami!:) Bilet byl tani (ok.20THB) i po pol godzinie wyladowalismy na miejscu.
| Oceń relację |
TajlandiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















