Podróż dookoła świata - Tajlandia część I
Gryka Wyświetlono: 650 razy 2006-04-08 21:38:39![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.94 (64 głosów) |
Podróż Gryków dookoła świata<br />TAJLANDIA - 10.01.2006 - 28.02.2006
www.grykapodroze.com
Tak, tak!
To juz Tajlandia!:) Wczesniej (jeszcze w PL czy w IRL) jakos o Tajlandii nie myslelismy, ale tak jakos wyszlo...
W Indiach dlugo zastanawialismy sie co powinnismy zrobic. Dokad i jak jechac, ile mamy jeszcze czasu, czy przyciagajac pasa damy rade pojechac jeszcze gdzies przed Nowa Zelandia itd. Zwyciezyla opcja koniecznosci poszukania jakiegos miejsca na odpoczynek. Pisalismy, ze bateryjki nam sie powoli wyczerpuja... To prawda. Po tych 6 misiacach ciaglej podrozy poczulismy sie naprawde zmeczeni. I to nie tylko fizycznie, ale glownie psychicznie. Przed wyjazdem nie spodziewalismy sie, ze takie cos nas dopadnie. Ale dopadlo...
No i wymyslelismy Tajlandie:) Udalo nam sie tanio i bez najmniejszych problemow zalatwic bilety i wizy turystyczne na 60 dni do Tajlandii i jestesmy!:)
I bardzo dobrze!:)
Wyladowalismy bez klopotow i o planowej godzinie (znowu musielismy zmienic czas w zegarkach...). Wyjscie z samolotu i ... totalna masakra! Tak goraco, ze az nie bylo czym oddychac. Ponad 30 stopni w cieniu i powietrze stalo w miejscu... Natychmiast bylem zlany potem. Pierwsze kroki do bankomatu. Poszukalismy jakiegos fajnego miejsca, gdzie mozna bylo wypic kawe, zjesc KIELBASE!!!!!!!!!!, zebrac mysli i informacje. Z tym ostatnim akurat byl spokoj, bo wszedzie byly dostepne mapki miasta, punkty inf. turystycznej itd. Dowiedzielismy sie jak i czym mozemy dostac sie do metra i w droge!
W BKK zaltwilismy sobie nocleg u faceta z HospitalityClub. Musielismy do niego dojechac na drugi koniec miasta. Pracowal do 7.00 wieczor i prosil, zebysmy byli ok.8.00 Z tym nie bylo tez klopotu, bo zanim tam dojechalismy, to troszke czasu minelo...:) Mielismy do niego dokladne namiary, adres itd. Wysiedlismy z metra, bylo juz ciemno, weszlismy w prawidlowa ulice i szukamy adresu. Stanelismy przy jakims luksusowym wiezowcu i zapytalismy ochrone o adres naszego gospodarza. Okazalo sie, ze to wlasnie tutaj...:)
Szczeki nam troche opadly. Wszedzie lustra, szklo, w hallu skorzane kanapy, recepcja, ochrona... W zyciu nie bylismy chyba w takim budynku... Podeszlismy do recepcji, potwierdzilismy, ze to jest wlasnie to miejsce, o ktore nam chodzilo, i ze taki a taki facet rzeczywiscie tu mieszka... Ochroniasz otworzyl nam kolejne drzwi (wszystko na karty magnetyczne), zaprowadzil do windy i wjechal z nami na gore. A potem? Juz normalnie:) Poznalismy gospodarza. Francuz, Fred, pracowal w firmie zajmujacej sie tloczeniem plyt CD dla roznych dystrybutorow. Okazalo sie, ze bylismy jego pierwszymi goscmi z HC. Czlonkiem klubu zostal zaledwie kilka dni wczesniej.
| Oceń relację |
TajlandiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















