Dzień czwarty – 22.10.1987 – czwartek
W śniegach pod Sziszipagmą - dzień czwarty

JK2006-04-08 12:05:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Coś mówią o policji i słupie drogowym. Pokazują jego resztki przy ognisku. Danka, która jest najlepsza z nas w spokojnych negocjacjach próbuje z opanowaniem tłumaczyć dlaczego wykopaliśmy słup. Wiemy, że Chińczycy chcą coś od nas uzyskać i dlatego robią groźne miny. Okazujemy skruchę i jako zadośćuczynienie prosimy, aby przyjęli jakieś „prezenty”. Dziewczyny wyciągają jakieś swoje bluzki i suknie i po chwili sytuacja jest zażegnana. Co prawda wrócili oni jeszcze raz tego wieczoru gdyż stwierdzili, że dostali za mało „prezentów”, ale po „drobnej korekcie” z naszej strony dali nam spokój.
Przedstawiam Tommy`emu propozycję. Gdyby wyciągnął nas z opresji, to jesteśmy gotowi zrobić zbiórkę pieniężną (w dolarach) aby opłacić nasze wyratowanie. Proszę Iwonę, aby poinformowała cudzoziemców z naszego autobusu, żeby również gotowi byli się zrzucić, gdyby zaistniała szansa na wyciągnięcie nas wszystkich z tarapatów. Po przedyskutowaniu sugestii w tyle autobusu z cudzoziemcami dziewczyna wróciła z odmowną decyzją. Nikt z cudzoziemców nie będzie dokładał się do ewentualnego „ratunkowego transportu”, gdyż zapłacili za bilety i zadaniem przewoźnika jest dowieźć ich bezpiecznie do końca drogi. Przekleństwo ciśnie się na usta w obliczu tak durnej praworządności.
W tym dniu Mariola pisała:
Mamy gorączkę. Te cholerne „Chińczyki” nie przysyłają spychaczy. Cały dzień w autobusie.
W tym dniu Maciek pisał:
Noc -15°C. Ranek piękny. Pierwsza przespana noc – lepsze humory. Andrzej z Marzanną – po wodę. Śniadanie – grysik na mleku w proszku, placki z mąki na blasze. Lepsze humory. Stefan skombinował 2 słupy ze znakami drogowymi. Zbieramy gówno jaków. Tybetańczyk z odmrożonymi stopami – do amputacji. Nepalczyk zapalenie oskrzeli, Fin – wieczorem 40° – infekcja. Z dolnego autobusu, stojącego koło chatki dróżnika przyszedł Japończyk po poradę dla kobiety z dolegliwościami przewodu pokarmowego. Dokupujemy mąkę. Po południu ognisko. Szwajcarzy pożyczają nam kocioł – rosół z ochłapów barana, żeberka na ognisku, (Nasi sąsiedzi i Chińczyk – kierowca chcieli odebrać brutalnie kociołek, nie czekając nawet 20 minut). Co druga osoba prowadzi pamiętnik. Śnieg posypany żwirem wczoraj, lepi się, wydaje się, że jest to dobra metoda, nikt nie podejmuje pomysłu, wolą czekać. Ja od dwóch dni mam zapalenie stawów prawej ręki. Jesteśmy bardzo odwodnieni 0,75 – 1 l/dobę. Prawie każdy ma jakieś problemy zdrowotne. Pierwszej nocy stała przy drzwiach konewka kierowcy na siusiu. Drugiej nocy słoik, który zapełnił się tylko do 3/4 l. Konewkę kierowca zabrał na wodę do chłodnicy. Codziennie odkopywanie samochodu i próba wypchnięcia, bez efektu. Wieczorem kupujemy żywego barana. Razem cztery barany, na noc uwiązane na łańcuchu. Wczoraj na miejsce oprawy barana przyszła mała owieczka. Humory dobre. Pomoc podobno w drodze.
Zobacz zdjęcia:
Tybet
Tybet - wybierz obszar, który cię interesuje:












































