• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Lodowy szczyt

ar Wyświetlono: 3762 razy 2004-02-17 16:32:34
  Ocena:3.24 (71 głosów)


"Chcieliśmy mocno, ale nie weszliśmy..." - tak zaczął "wstępniaka" Atom :))
Chcieliśmy mocno, ale nie weszliśmy..." - tak zaczął "wstępniaka" Atom :)) No i jest w tym cała prawda... Wyprawy na czwarty pod względem wysokości w Tatrach - Lodowy Szczyt - były aż (albo tylko, bo to jeszcze nie nasze ostatnie słowo :) dwie.

Pierwsza wyprawa odbyła się w 4 – osobowym składzie: Adam z Zabrza, Pokemon z Gliwic, Atom i Docent z Poznania. Dla nas (Atom + Docent) był to raczej sprawdzian, czy jest możliwy weekend-owy wypad w Tatry ze zdobyciem szczytu (w końcu z Poznania, to bliżej mamy do morza niż w góry... :). Okazało się, że nie jest to możliwe... ze względu na tak ważny w wyprawach górskich czynnik, jakim jest CZAS. Samochodem na Łysą Polanę dotarliśmy w nocy z piątku na sobotę koło godziny 1:00. Krótki nocleg w samochodzie, bo zaledwie 3,5-godzinny, po którym budzą nas koledzy Adam i Pokemon. Dalej samochodami do Smokowca i tam już w górę do kolejnych schronisk. 8-godzinna jazda samochodem (z Poznania) i tylko 3,5 godziny snu dały się jednak we znaki. W schronisku Teryho (najdalej wysuniętym w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich ) byliśmy dopiero koło 11:30, wychodziliśmy z niego koło 12, a pod ścianą Lodowego byliśmy koło 14. O tej porze roku (połowa października) robi się już dość wcześnie ciemno. 100-procentowa pewność co do powrotu ze ściany "o czołówkach" w połączeniu z niezbyt łatwym terenem spowodowały, że jednogłośnie podjęliśmy decyzję o odwrocie...

Drugi "atak" na Lodowy Szczyt nastąpił dwa tygodnie później - tym razem już tylko w 2-osobowym składzie (Adam + Docent). Hmmm... cóż... można by tutaj dużo pisać - wyprawa była FANTASTYCZNA!

Najlepiej jej krótki opis przedstawił Adam w liście do kolegi, który brzmiał mniej więcej tak:
"Wyobraź sobie, że w ubiegłą niedzielę kolega z Poznania rzucił spontanicznie "Lodowy druga próba!"... no i pojechaliśmy raz jeszcze. Do Starego Smokowca dojechaliśmy tuż przed 22:00, zostawiliśmy samochód na parkingu przy Grandhotelu i w górę ! (a była już 22:15). Wyobraź sobie minę parkingowego, gdy zapytałem, w którą stronę trzeba iść do kolejki na Hrebieniok... (pierwsza odpowiedź: "ona już nie kursuje!" ... :))))).

Dla większego bezpieczeństwa szliśmy do góry drogą asfaltową (tak w ciemnościach idzie się szybciej, a poza tym niedźwiadki... :) oświetlając ją czołówkami. Na Hrebienioku byliśmy w 30min...(rekord świata, zwłaszcza z ciężkimi plecakami - mój miał ponad 30kg :)))... no i dalej do Zamkowskiej Chaty, gdzie byliśmy o 23:30...(to chyba kolejny rekord tej trasy). Całą drogę rozglądaliśmy się za misiem... :) ale wpadło mi do głowy (nie wiem dlaczego), że w tej części Tatr ich nie ma... :))). Gdy dotarliśmy do Zamkowskiej "pocałowaliśmy klamkę"...
Strona:  1, 2


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
SłowacjaWybierz obszar który Cię interesuje

SłowacjaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju