Na najwyższy szczyt Austrii Grossglockner (3798m) pojechaliśmy w sierpniu 2001
Grossglockner
Ar2004-02-17 16:20:23
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
Na najwyższy szczyt Austrii Grossglockner (3798m) pojechaliśmy w sierpniu 2001. Do miejscowości Spittal dojechaliśmy pociągiem, a stamtąd (po skompletowaniu całej - trzyosobowej ekipy) samochodem do Kals i na parking Lucknerhaus. Tam, po krótkiej drzemce i przepakowaniu plecaków, ruszyliśmy w górę, w kierunku schroniska Studle.
O 6 rano, po deszczowej nocy spędzonej w namiocie rozbitym obok schroniska, ruszyliśmy w górę. Początkowa część drogi - po skałach, dalej przez lodowiec Teischnitzkees. Teren wydawał się łatwy, a na horyzoncie nie widać było szczelin. Cały czas szliśmy wydeptaną ścieżką. Pierwsza szczelina pojawiła się w okolicy przełęczy Schere. Asekurując się jak należy, przekroczyliśmy szczelinę, przeszliśmy przełęcz i weszliśmy na lodowiec Kodnitzkees. Tu, dalej wydeptaną ścieżką, doszliśmy do grani prowadzącej do schroniska Erzherzog-Johann Hutte (3454m).
Ze schroniska Erzherzog-Johann, przez lodowiec Glocknerkees (niesamowite widoki), weszliśmy na grań szczytową. Początkowo szliśmy bez asekuracji, ale w pewnym momencie uznaliśmy że jest ona konieczna. Wykorzystaliśmy linę i ekspresy (dość liczne były stałe punkty asekuracyjne w postaci metalowych słupków). Minęliśmy kilka zespołów schodzących ze szczytu. Kiedy weszliśmy na Kleinglockner, pogoda zaczęła się psuć, a my niespokojnie rozglądaliśmy za jakąś kolebą - tak na wszelki wypadek. Widoczność spadła do kilku metrów, zrobiło się zimno. Nie podjęliśmy jednak decyzji o odwrocie (tak jak to zrobili wszyscy, którzy szli za nami) i ok. godz. 16 stanęliśmy na szczycie.
Na szczycie nie zabawiliśmy zbyt długo... Ponieważ zaczął padać śnieg, po zrobieniu kilku fotek, zaczęliśmy schodzić w dół. I tu usłyszeliśmy świst... To były nasze czekany i metalowe słupki na grani. W oddali słychać było burzę. Jedyne co w takim momencie wymyśliliśmy, to pozostawienie całego żelaziwa i schronienie się w najbardziej "ustronnym" miejscu, jakie wcześniej wypatrzyliśmy. Przesiedzieliśmy tam chyba z godzinę marznąc i wymyślając scenariusze dalszych działań. Wreszcie (przez jakiś czas nie słyszeliśmy już świstu) podjęliśmy decyzje - idziemy dalej, bo nie zdążymy przed zmrokiem. I poszliśmy, a raczej zjechaliśmy.
Skała była juz lekko zalodzona, wiec postanowiliśmy skrócić sobie drogę, zjeżdżając wszędzie tam, gdzie było to możliwe. Najgorsze były tu chyba momenty podejścia (np. przejście przez wąską i bardzo eksponowaną przełęcz Obere Glocknerscharte, wejście na Kleinglockner). Kiedy weszliśmy na lodowiec Glocknerkees, poczuliśmy lekką ulgę. Po dojściu do schroniska Erzh.-Johann, nikt nie pomyślał nawet o kontynuowaniu zejścia. Zostaliśmy tu na noc... (gdy powiedzieliśmy że jesteśmy z Polski, zapłaciliśmy za nocleg taryfę ulgową :)
Następnego dnia zeszliśmy do schroniska Studle i potem jeszcze niżej do samochodu pozostawionego na parkingu Lucknerhaus.
Zobacz zdjęcia:
Austria
Austria - wybierz obszar, który cię interesuje:















































