Relacja z wyjazdu na najwyższy szczyt Dolomitów
pierrob Wyświetlono: 534 razy 2006-03-28 16:07:11![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.02 (122 głosów) |
Odgłos spadających malutkich fragmentów skał powodował podnoszenie się poziomu adrenaliny w naszych organizmach. Ten odcinek szlaku prowadził raz w górę, raz w dół. Taką trasą dotarliśmy do krańca języka lodowcowego.
www.banczyk.piotr.prv.pl
Odgłos spadających malutkich fragmentów skał powodował podnoszenie się poziomu adrenaliny w naszych organizmach. Ten odcinek szlaku prowadził raz w górę, raz w dół. Taką trasą dotarliśmy do krańca języka lodowcowego.
Przed Marmoladą niestety nie mogłem pozwolić sobie na zaplanowany wcześniej trening - rozchorowałem się (chyba z powodu zmiany klimatu po powrocie z Grecji). Miałem więc szybką kuracje i tydzień w łóżku. Osłabienie dało mi później popalić w górach. No, ale z Łazisk wyjechaliśmy z Januszem zgodnie z planem w piątek, 13 września 2002r, około 20:00. Przejechaliśmy w nocy przez Czechy i Austrie (Wiedeń, Lintz), aby skoro świt znaleźć się we Włoszech. Sobotni poranek upłynął nam na pokonywaniu samochodem mających ponad 2000mnpm dolomickich przełęczy. Około 10:00 znaleźliśmy się nad zalewem na Passo d. Fedaia (chyba 2050mnpm). Po krótkiej przerwie śniadaniowej ruszyliśmy na szlak - nr 606 - chyba najrzadziej wybierana trasa na Marmoladę. Początkowo prowadził on wzdłuż trasy wyciągu. Ten odcinek niewątpliwie najbardziej przypominał nasze rodzime, tatrzańskie szlaki. Mnóstwo kamieni i stosunkowo łagodne podejście na wysokość około 2500mnpm. Dalsza część trasy biegła praktycznie do okoła szczytu. Po drodze mijaliśmy liczne wysokie skały, a na ich zboczach można było zaobserwować spadające w dół kamyki. Niewątpliwie odgłos spadających malutkich fragmentów skał powodował podnoszenie się poziomu adrenaliny w naszych organizmach. Ten odcinek szlaku prowadził raz w górę, raz w dół. Taką trasą dotarliśmy do krańca języka lodowcowego. Tu zmuszeni byliśmy do założenia na siebie uprzęży i związania się linami dla asekuracji. Jak narazie raki były jeszcze nie potrzebne. W kilkadziesiąt minut przeszliśmy lodowiec i na jego skraju zrobiliśmy sobie krótką przerwę regeneracyjną. Była cieplutka herbatka, jakieś kanapeczki i ... oczywiście czekolada JEDYNA (prod. E.Wedel). Po 15 minutach przerwy ruszyliśmy w dalszą drogę. Najpierw musieliśmy poświęcić około 30 minut na wspinaczkę w kierunku Via Ferraty, a następnie około 3 godzin na samej Ferracie, która jak to we wrześniu w górach bywa, była dość solidnie pokryta lodem. Przyznam, że przejście tej drogi i wysokość dość solidnie wyczerpały mój nie zregenerowany po chorobie organizm. Ostatecznie na Marmoladę doszliśmy około 18:00. Na powrót było już mało czasu. Pogoda na szczycie nie była najlepsza - zanosiło się na burzę. Postanowiliśmy więc zostać w znajdującym się na szczycie baraku. Nie było tanio, ale co zrobić? Przy kolacji cali trzęśliśmy się z zimna i zmęczenia. Kiedy trochę zregenerowaliśmy siły, postanowiliśmy jak najszybciej iść spać. Warunki klimatyczne nie pozwoliły nam jednak szybko zasnąć.
| Oceń relację |
Komentarze
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
















Fajnie tam musi byc. :)