Wyprawa 2003
pk Wyświetlono: 399 razy 2004-02-10 18:39:30![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.59 (61 głosów) |
Zaczęło się to 31 maja 2003r. Z duszą na ramieniu - ba jak trzeba zaznaczyć w "takiej" wyprawie jeszcze nigdy nie brałem udziału...
Z bagażem 20 kg na bagażnikach mojego "rumaka" obrałem kierunek - północ. Cel pierwszy - Szczecin.
Zapowiadało się pięknie - słoneczko ( notabene dopiero co po zaćmieniu częściowym), bezwietrznie - wymarzony pierwszy dzień urlopu. Po 22 km tragedia - nie wiedzieć czemu, na wyboju złamała się... na szczęście kierownica a nie ręka. O mały włos nie zaliczyłem klasycznej gleby. I tak kolejne 30 kilosów śmigałem, kierując rower jedną ręką a drugą trzymając "niezależny" kawałek kierownicy. W Gorzowie szybka wymiana zakupionej kiery i jazda na Szczecin.
I tak w sumie po 153 kilosach Szczecin zdobyty został. Manele pozostawione u kumpla RAFAŁKA, szybka kąpiel i jazda w "miasto". Powrót z imprezki w "TREZORZE" o 6-tej, a o 9-tej już na siodełku.Kolejnym celem było Świnoujście- a żeby nie było za łatwo to przez Niemcy ( Pasewalk, Anklam, Usedom, Alhbeck). Ale pech mnie nadal prześladował - najpierw na granicy Niemcy mnie przetrzepali -włącznie z rozłożeniem namiotu ( szkoda, że nie pozwolili zrobić zdjęcia), potem w połowie drogi po stronie niemieckiej "skręciła się" ośka w tylnej piaście.
Blisko 3 godziny zajęło mi usunięcie awarii w warunkach polowych. Ale za to po przybyciu do Świnoujścia kupiłem sobie Pepsi, paczkę "Delicji" i "Snickersa". To jakieś 2 tysiące Tic-Taców. Psychicznie - po przejściach po stronie niemieckiej - musiałem odpocząć, więc cały dzień plażowałem nad morzem.I teraz zaczęła się właściwa część wyprawy - wzdłuż polskiego Wybrzeża. A żeby się nie nudziło, to zaliczyłem jeszcze dwie błahe awarie -pęknięcie opony i pęknięcie szprychy. Noclegi głównie pod namiotem, ale zdarzyło się również nocować na okręcie wojennym w Kołobrzegu u kumpla z podstawówki - Daniela, jak i w domku na pustym jeszcze ośrodku na Helu.
Pogoda była niesamowita - widoki jeszcze bardziej. Słowem WOLNOŚĆ. Jeśli w całym swoim dotychczasowym życiu byłem 3 razy nad morzem, to w 29 roku życia nadrobiłem zaległości z nawiązką. A przy okazji Helu - tam spełniłem swój obywatelski obowiązek, biorąc udział w referendum europejskim. Wyobraźcie sobie miny członków komisji, na widok gościa w "kolarskim" komplecie, który przemierzył 800 km, aby zagłosować na "końcu" świata.
A kiedy już wodolotem z Helu dotarłem do Sopotu, pomyślałem
........... ( no tak długo to już nie myślałem)- a może pojechać na południe? Dawno już w grodzie Kraka nie byłem - chyba ostatni raz w 1998. A po drodze tyle innych miejsc w których nigdy nie byłem - a widziałem jedynie w TV. No i klamka zapadła. Azymut południe - a po drodze oczywiście Gdańsk.
No więc jak wspomniałem, postanowiłem "zdobyć" południe
Polski.
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















