Syria i Liban 2005 - część III
Syria i Liban 2005 - część III


Buza2006-03-28 00:08:41
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.33 z 5.00. 6 głosów oddanych
i wzrósł zasięg.
Syryjczycy kasują nas teraz tylko po dolarze. Swoje jednak musimy wypełnić. Dwa razy te same druczki, potem podyktować to fonetycznie raz panu przy wielkiej księdze, drugi raz panu przed komputerem. Już wiemy za co te 42 dolary opłaty wjazdowej ;) Turcy zaskakują nas zerowymi opłatami, sprawną i grzeczną obsługą. Do Turcji, łącznie z odprawą syryjska, wjechaliśmy w ciągu 45 minut. To rekord. Chwilę jedziemy asfaltem a potem zgodnie z tradycją, kilkadziesiąt kilometrów szutrami i kamieniami. Na szczęście PanEuropean Enduro Sport Version daje radę ;).
Wbijamy się 400 kilometrów w Turcję i po godzinie 22 znajdujemy nocleg za 10 dolarów od osoby.
dzień 14
Przejazd przez Turcję bez przygód. Trafiamy, tym razem bez problemów, na obwodnicę Ankary i zaczyna nam świtać pomysł: "a może jeszcze dzisiaj uda nam się wjechać do Bułgarii?" Przelotową nieco obniżamy. Przy cenie paliwa 7 złoty za litr stawiamy na ekonomię. Wstyd się przyznać, ale znużeni syryjsko-tureckimi smakami wstępujemy na obiad do Mc Donalda ;) Do granicy coraz bliżej a nam się jedzie bez problemów.
Już po zachodzie słońca decydujemy się skręcić na południe w kierunku Kirklareli, przejścia granicznego w Małko Tarnowo i dalej do Burgas. W Kirklareli mamy wątpliwości gdzie jechać. Dostrzegamy jednak szutry i już wiemy, że to właściwy kierunek. Wjeżdżamy w zalesione góry. Jedziemy przez prawie wyludnioną okolice. Na dziurach i serpentynach mija nam 50 kilometrów do granicy bułgarskiej. Pod szlabanem meldujemy się około północy. Po stronie tureckiej wędrujemy po kilka pieczątek od okienka do okienka. Bułgar bierze od nas dokumenty i po 15 minutach oddaje pozwalając jechać. Teraz jeszcze tylko sto kilometrów serpentynami przez las po kiepskiej drodze uważając na szwędające się osły i konie. O 2 w nocy meldujemy się w Burgas w hoteliku za 100 złoty za wszystkich. Za nami dzisiaj ponad 1150 kilometrów. Mimo atrakcyjnych programów w TV zasypiamy po zaledwie jednym piwku.
dzień 15, 16
Lądujemy nad morzem w okolicach Burgas. Ceny europejskie. Standardy nie zawsze. Nie spieszy się nam do domu, bo wciąż trwa przedłużający się remont mieszkania....
dzień 17
Wyruszamy w kierunku Polski. Nie koniecznie najkrótszą drogą. Postanawiamy przejechać się w Rumunii trasą Transfogaraską, którą zbudował "Jedyne Słońce Karpat", czyli Nicolae Ceausescu. Droga powstała kosztem pracy tysięcy więźniów i setek ton materiałów wybuchowych tylko po to, by zapewnić dyktatorowi drogę ucieczki przed ew. buntami ludności. Jak pamiętamy, droga się "Słońcu Karpat" nie przydała. Nocleg znajdujemy w moteliku przed wjazdem na sama trasę.
dzień 18
Trasa Transfogaraska w swojej północnej części niestety nie pozwala na szaleństwa. Nawierzchnia często jest dziurawa i nierówna. Za to widoki wspaniałe.
Dużo lepiej jest po przejechaniu szczytu. Tutaj asfalt pozwala na zamknięcie opon.
I właściwie to by było na tyle...
Jeszcze dzisiaj w nocy ( koło godziny 24) dojeżdżamy na Węgry do Miszkolca i zostajemy na następny, dziewiętnasty dzień wyjazdu, na basenach wydrążonych w skałach. Dwudziestego dnia Jarek i Ewa wracają do Polski a my w oczekiwaniu na koniec remontu jedziemy na dwa dni do Zakopanego. Łącznie zrobiliśmy w ciągu trzech tygodni ponad 9 tysięcy kilometrów. Koszt wyjazdu z paliwem na dwie osoby zamknął się w około 5 tysiącach złoty.
Wszystkim, którzy dotarli do tego momentu gratuluję wytrwałości.
Zobacz zdjęcia:
Syria
,
Liban
Syria - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























