Syria i Liban 2005 - część I
Syria i Liban 2005 - część I


Buza2006-03-27 23:55:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
z nich zaczyna nucić "Chomiczówka, Chomiczówka..." Sidney'a Polaka. Szybko ustalamy, że kilkaset metrów od nas jest dzielnica, gdzie usytuowało się ponad 20 tanich hotelików. Po chwili parkujemy pod hotelem dumnie zwanym Syria. Smród i brud za 7 dolarów od osoby, ale za to recepcjonista mówi po polsku. Z Jarkiem, otoczeni wielbicielami obfotografującymi nas przy pomocy telefonów komórkowych zostajemy, by pilnować motocykli a Monika z Ewą idą szukać czegoś czystszego. Niestety wszystkie hoteliki pełne. Po godzinie logujemy się w śmierdzących pokoikach "Syrii" i ruszamy szukać czegoś do jedzenia.
Przed północą zjadamy pyszny i obfity posiłek w restauracji Al Chabab pod gołym niebem przy bocznej odnodze ulicy Al Baron. Ze zdziwieniem oglądaliśmy arabów pijących alkohol w miejscu publicznym. Czymś podobnym do Uzo zostaliśmy poczęstowani przez sąsiadów ze stolika obok. Na zakończenie kolacji dostaliśmy w prezencie od kelnera talerz pełen pysznego arbuza. Motocykle zostawiamy na parkingu strzeżonym, czyli podwórku pobliskiego warsztatu samochodowego.
dzień 6
Zwiedzamy Aleppo. Odwiedzamy Targ, Cytadelę. Jemy śniadanie w restauracji przed Cytadelą - uwaga tutaj kelnerzy oszukują. Nas próbowano naciągnąć podając tylko kwotę końcową. Na żądanie pełnego rachunku przyniesiono nam rachunek po arabsku. Na szczęście menu było po angielsku i punkt po punkcie udowodniliśmy zawyżenie rachunku. Coś tam bąkneli, że kelner się pomylił i tyle. Czujnym trzeba być!
Po południu przenosimy się do dużo czystszego i dodatkowo tańszego moteliku Spring Flower ( Zahrat ar Rabie). 10 dolarów za pokój z łazienką. Sporo tu turystów a obsługa angielskojęzyczna, kafejka internetowa, korzystna wymiana dolarów na recepcji. Polecam! Wszystko w ramach tej samej uliczki Al Dala. Wieczorem kolejny spacer w poszukiwaniu zaznaczonych na mapie kościołów: greko katolickiego i ormiańskiego. Przy placu Al Hattab zaproszeni jesteśmy do sklepiku pełnego staroci. Jest miło, herbata oczywiście podana. Problem miały dziewczyny, którym właściciel koniecznie chciał przymierzać kolejne wisiorki przy okazji delikatnie obmacując tu i ówdzie ;) Z Moniką próbował się umówić na następny dzień na piwo i przymierzanie ciuchów. Po wypiciu herbatki poszliśmy czym prędzej dalej.
Wieczorem idziemy do restauracji Al Andalib ulokowanej na dachu budynku obok hotelu Baron - bardzo popularne i stylowe miejsce na nocleg tyle, że tu pokój kosztuje 40 dolarów. Kelner informuje nas, że za stałą opłatę około 16 złoty od osoby przygotuje nam zestaw różnych dań. Dostajemy kilku sosów, sałatki i cztery różne dania mięsne, wodę, pieczywo, owoce. Obżeramy się do nieprzytomności. Dodatkowo płatne jest tylko lokalne piwo zbożowe po 5 złoty za 0,75 litra. Rano żołądki przypomną nam, że powinniśmy ograniczyć ciężkostrawne, tłuste syryjskie jedzenie ;).
Zobacz zdjęcia:
Syria
,
Liban
Syria - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























