Wokół Morza Czarnego część III
buza Wyświetlono: 520 razy 2006-03-27 23:35:26![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.84 (73 głosów) |
Wokół Morza Czarnego część III - powrót przez Turcję<br />Wyprawa motocyklowa wokół Morza Czarnego.<br />TURCJA, BUŁGARIA, RUMUNIA, WĘGRY, SŁOWACJA, CZECHY I POLSKA<br /><br />
www.buzar.skonet.pl
Wyprawa motocyklowa wokół Morza Czarnego - część III
TURCJA, BUŁGARIA, RUMUNIA, WĘGRY, SŁOWACJA, CZECHY I POLSKA
dzień 15 - ciąg dalszy
Zbliża się zachód - dzięki temu oglądamy piękne widoki tureckich gór z przełęczy na wysokości 2540 metrów.
Zjeżdżamy w dół i docieramy do ponurego miasta Ardaham. Znajdujemy uliczkę z motelami i zaczynamy negocjację z właścicielami. W międzyczasie pojawia się policja z długą bronią i obserwują z boku nasze przepychanki. Gdy negocjacje się przedłużają policjant podchodzi i daje do zrozumienia, że mamy się zwijać z ulicy bo nie ma zamiaru dalej pilnować naszych motocykli. Dogadujemy się wreszcie. Hotelik jest nędzny, ale właściciel oferuje pusty sklep obok jako miejsce przechowania motocykli. To przeważa. Szybko rozpakowujemy się i idziemy na kolację. Umyć zamierzamy się potem - hotelarz obiecuje, że po 22 pojawi się woda w kranach. Obfity posiłek kosztuje 3 dolary. Przy płaceniu rachunku okazuje się, że piwo 0.25 kosztowało 5 dolarów. Ja zamówiłem jedno, ale byli tacy co wypili 4 ;). Nie dogadalibyśmy się ani w hotelu ani w restauracji gdyby nie Kurd - nauczyciel angielskiego, który zaofiarował nam swoja pomoc. W tej części Turcji nikt nie zna ani angielskiego, ani rosyjskiego. Nawet liczebniki kelnerzy i hotelarze muszą pisać na kartce. Woda do kranów dotarła.
dzień 16
Wyjeżdżamy o 8 rano. Jedziemy górami w kierunku Trabzonu. Mijamy przełęcz na wysokości 2640 metrów. Nieco niżej natykamy się na festiwal folklorystyczny ochraniany przez wojsko. Droga z obu stron pola namiotowego, na którym odbywa się festiwal kontrolowana przez uzbrojone po zęby patrole. Wojsko biwakuje też na samym polu. Oczywiście zatrzymujemy się żeby pooglądać.
Wspomnienia z festiwalu mielibyśmy jak najlepsze, gdyby nie zakupione tutaj kebaby zrobione z pozyskanej na miejscu baraniny. Wygląda na to, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich smaków. Monika wypluła wszystko od razu. Ci co zjedli czuli kebaba do wieczora. W górach jedziemy wzdłuż doliny, która, jak się później przekonaliśmy zostanie wkrótce w całości zalana. Na jej końcu powstaje ogromna tama. Zatrzymujemy się w przydrożnym barze na kawę. I tu szok. Kawy nie ma! Rozstawiamy kuchenkę i robimy sobie własną. W czasie kolejnych postojów przekonujemy się, że najlepszą kawę po turecku piliśmy w Gruzji i Armenii. W wielu tutejszych barach serwują albo tylko herbatę, albo kawę nescę - rozpuszczalna. Prawdziwą, parzoną w tygielku kawę spotykamy tylko kilka razy i zawsze musimy się o nią upomnieć. Być może źle trafialiśmy.
Turcja zaskakuje nas kontrastami. W górach obok pięknych willi, nowych kompleksów wojskowych stoją zwykłe lepianki lub domki sklecone z kamieni i desek.
| Oceń relację |
TurcjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















