Wokół Morza Czarnego część II
buza Wyświetlono: 2423 razy 2006-03-27 23:27:19![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.76 (94 głosów) |
Wokół Morza Czarnego część II<br />Gruzja i Armenia
www.buzar.skonet.pl
dzień 9
Gruzińskie Poti wita nas piękną pogodą i ponad godzinnym oczekiwaniem na redzie. Panowie celnicy nie przyszli na czas do pracy.
Jeszcze w Soczi spotykamy Gruzinów, którzy obiecują pomoc w załatwieniu wiz. Okazuje się, że właściciel przewożonej stateczkiem Łady jest spowinowacony z szefem tutejszych celników. Rzeczywiście obsługiwani jesteśmy w pierwszej kolejności - pozostali czekają ponad godzinę na odprawę. Niestety zamiast otrzymać, zgodnie z obietnicą pracownicy gruzińskiej ambasady, dwukrotną wizę tranzytową za ok. 20 USD możemy wykupić jedynie jednorazową wizę pobytową za 85 USD... Różne brzydkie słowa cisną się nam na usta. Wojtek dzwoni do warszawskiej ambasady ale niczego nie załatwia. Zaczynamy poważnie się zastanawiać, czy stać nas na wyjazd z Gruzji do Armenii i ponowny wjazd do Gruzji za 85 USD. Mamy też świadomość, że z powodu przejazdu przez Rosje straciliśmy 2 dni i możemy mieć zbyt mało czasu by w ogóle wjechać do Armenii. Postanawiamy czym prędzej jechać do Tbilisi, gdzie spróbujemy załatwić tańsze gruzińskie wizy tranzytowe. Smród dobywający się z portowych kibli skutecznie blokuje nam przewody moczowe. W restauracji jemy chaczapuri - swego rodzaju pizzę ze słonym serem.
Dowiadujemy się też, że prom, którym mieliśmy płynąć z Odessy jednak popłynął. Tyle, że z jednodniowym opóźnieniem. W Poti był dzień przed nami. Za podobne pieniądze, które zapłaciliśmy za stateczek + rosyjskie ubezpieczenie mielibyśmy kajuty, pełne wyżywienie i bylibyśmy w Gruzji dzień wcześniej... Ale nie wykąpałbym się w Morzu Azowskim ;). Dostajemy za darmo ( nie bez awantury) tymczasowe dowody rejestracyjne i możemy jechać w miasto. Jeszcze tylko trzeba rozładować motocykle... Miejscowy cwaniaczek proponuje wynajęcie specjalnych podjazdów za 40 dolarów. Stateczek stoi tak, że bez podjazdów nie damy rady. Znowu negocjacje. Dogadujemy się na 20 dolarów.
Nie mamy tutejszej waluty. Jest sobota i wszystkie banki zamknięte. Na szczęście wszyscy rozmawiają po rosyjsku. Szybko dowiadujemy się, że pieniądze można wymienić na bazarze. Jedziemy tam kierowani przez miejscowych. Szybka wymiana. Zaniepokojeni gęstniejąca atmosferą rezygnujemy ze zwiedzania bazaru i przy pomocy miejscowych, lawirując miedzy swobodnie biegającymi świniami wyjeżdżamy w kierunku Tbilisi.
Spacerujące po drogach zwierzęta domowe to tutaj norma. Początkowo asfalt kiepskiej jakości. Najgorsze są nieosłonięte studzienki i pojawiające się znienacka dziury na dobrej drodze. Zgodnie z radą miejscowych jedziemy bocznymi drogami, które mają być lepsze niż główne. I tak jest rzeczywiście. Im dalej od morza, tym drogi lepsze. A przejeżdżając przez góry po świetnym asfalcie zapominamy, że wjechaliśmy do Azji.
| Oceń relację |
GruzjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















