Wokół Morza Czarnego część II<br />Gruzja i Armenia
Wokół Morza Czarnego część II


Buza2006-03-27 23:27:19
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.33 z 5.00. 3 głosów oddanych
40, potem 60, 80 Pamięć nas zawodzi? Wreszcie jest nasz motel! Ponad 100 kilometrów od Tblisi... Padamy wymęczeni.
dzień 15
Dzisiaj odreagowujemy wczorajszy maraton i wstajemy nieco później. Około 11 ruszamy w trasę. Jedziemy skrótem na Batumi - jeszcze niedawno stolicy zbuntowanej Adżarii. Sprawdziliśmy - ta droga ma być przejezdna. I rzeczywiście przez pierwsze 100 kilometrów jest ok. Niestety im dalej tym gorzej. W pewnym momencie droga się kończy - przed nami szutry i kamienie. Tu właśnie zaczynała się Adżaria i nikt o drogi nie dbał.
Pytamy miejscowych - jak daleko taka zła droga " a tolka do Batumi". Tyle, że do Batumi mamy jeszcze ponad 150 kilometrów. Ze średnią 20 km/h nie damy rady dzisiaj do morza dojechać.. Szybki wywiad wśród tubylców i już wiemy, że jest górskie przejście z Turcją w Tskalt'bila.
# Do nadłożenia mamy 20 kilometrów względnie dobrą drogą. Byłoby 20 kilometrów, gdyby policjant nie wskazał nam złej drogi. Klnąc wracamy i nadkładając kolejne 5 po kamieniach dojeżdżamy do drogi na Tskalt'bila. W miejscowości Vale robimy zakupy za ostatnie lary i dowiadujemy się w sklepie, że miejscową parafię prowadzi polski ksiądz - Andrzej. Tubylcy chętnie prowadzą nas do jego domu. Po drodze dziury i kamienie przechodzą wszelkie granice wytrzymałości naszych motocykli. Jarek zaczepia
kierunkowskazem o leżący na drodze kamień i zamienia go ( kierunkowskaz ) w trójwymiarowe puzzle. Na szczęście mam jeszcze zapas taśmy izolacyjnej i po 10 minutach Jarek ma "nowy" kierunkowskaz. Księdza nie zastaliśmy. Mimo to gospodyni zaprasza nas do środka. Przygotowuje drobny poczęstunek i mocną kawę. Wyciągamy swoje puszki i korzystając z okazji zjadamy obiad. Do granicy pozostało kilka kilometrów. Trzeba zatankować.
Na najbliższej stacji dziadek szczerze przyznaje, że "bienzin zdzies nie charoszyj". Jedziemy dalej. Następna stacja wygląda podobnie, ale "zdies benzin super". Korbka rusza w ruch i po kilku minutach wszyscy mamy zatankowane motocykle tanią gruzińską benzyną. Mi do 23litrowego baku weszło 23 litry a jeszcze nie miałem włączonej rezerwy... Ale nic to. Do samej granicy dojeżdżamy szutrami. Przejście wygląda na wymarłe. Znudzona obsługa odprawia nas sprawnie. Celnicy o brakujące tymczasowe dowody pytają, ale przyjmują ze spokojem tłumaczenie, że zabrakło druczków. Łamigłówka zaczyna się u Turków. Pięć okienek a my zgadując, dopytując krążymy miedzy nimi zostawiając wszędzie dolary. Tu 2 za wypisanie czegoś, tu 10 za wizę tam 4 za podatek drogowy, dalej 5 za wypisanie deklaracji i znowu u tego tam 5 za coś jeszcze. Potem kontrola numerów ram w motocyklach i na koniec kontrola wszystkich zebranych kwitków przy bramce wyjazdowej. Ale nic nam nie jest w stanie popsuć dobrych humorów - za przejściem widzimy równy asfalt. Wymieniamy pieniądze w free shopie i po 2 godzinach wjeżdżamy do Turcji.
Zobacz zdjęcia:
Gruzja
,
Armenia
Gruzja - wybierz obszar, który cię interesuje:













































