Polak - Węgier dwa bratanki - i do szabli, i do szklanki! 2001 rok
zieluk Wyświetlono: 4353 razy 2004-02-07 14:51:58![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.63 (57 głosów) |
Wszystko zaczęło się, kiedy w jednej z krakowskich księgarń kupiłem przewodnik Dominiki Łubczyk "Rowerem przez Węgry".
Słowo wstępne:
Wszystko zaczęło się, kiedy w jednej z krakowskich księgarń kupiłem przewodnik Dominiki Łubczyk "Rowerem przez Węgry". Opisane w nim jest 17 tras o różnym stopniu trudności, położeniu i walorach krajoznawczych. Z początku planowałem oprzeć się tylko na tym przewodniku i połączyć w całość kilka proponowanych w nim tras.
Kolejnym krokiem milowym był pierwszy e-mail od Janka. Zawierał pytanie, czy przypadkiem nie wybrałbym się z nim na wyprawę rowerową. Ja miałem zaproponować trasę i termin wyjazdu. Dla mnie najważniejszy był urlop w pracy, więc chyba już w kwietniu poprosiłem o wolne na drugą połowę sierpnia z możliwością przedłużenia do połowy września. Wtedy to bowiem na uczelni zaczyna się sesja i jak mogłem przypuszczać mogli mnie tam potrzebować.
Długo nie zastanawiałem się nad trasą - wybór padł na Węgry. Po pierwsze, to z tego co wiedziałem ceny są tam zbliżone do naszych, jest ładnie, klimat jest trochę łagodniejszy, zabytków jest sporo, no i kraj ten leży stosunkowo blisko Polski. Tak, że z dojazdem nie ma problemu - dwa dni przez Słowację i już można przekroczyć granicę słowacko-madziarską.
Później nastąpiła wymiana kilku listów internetowych, które miały na celu dopracowanie szczegółów. W jednym z nich ustaliliśmy termin naszego pierwszego spotkania na początku maja w Polanicy-Zdrój. Mniejsza o szczegóły, grunt, że to właśnie tam zobaczyłem pierwszy raz 56-cio letniego Janka na własne oczy. Odbyliśmy też mała wspinaczkę na rowerach na przełęcz Polskie Wrota (660 m. n.p.m.), w czeskim Nachodzie oprócz zakupu koniaku podziwialiśmy majestatyczny zamek górujący nad miasteczkiem. Janek złapał gumę w tylnym kole, ale na szczęście jak każdy porządny rowerzysta był na taką ewentualność przygotowany. Później jeszcze zwiedziliśmy zameczek w Leśnej (koło miejscowości Szczytna) i po południu wróciliśmy do Polanicy. Tam przedstawiłem Jankowi mój plan trasy, który okazał się zbyt ambitny, z racji długości etapów i kosztów. Po powrocie do Krakowa plan został zmodyfikowany i wykonany o czym można się przekonać czytając poniższe zapiski.
Relacja z wyjazdu (wersja ze zdjęciami):
Dzień zerowy ( 17 VIII, piątek), ok. 2 km
Kraków - Cieszyn (PKP)
Połączenie kolejowe pomiędzy Krakowem a Cieszynem nie jest za dobre, dlatego musiałem się dwa razy przesiadać, zanim pod wieczór dotarliśmy na dworzec kolejowy w Cieszynie. Napisałem "dotarliśmy", bo moja dziewczyna Ela była tak dobra, że zgodziła się mnie odprowadzić. Po kilkunastu minutach marszu dotarliśmy do PTSM-u, gdzie czekały na nas wcześniej zarezerwowane miejsca. Janek dotarł na miejsce dzień wcześniej. Janek na miejsce dojechał rowerem z Kalisza. Przed snem jeszcze szybka i lekka kolacja i... do spania. Jutro muszę być wypoczęty.
| Oceń relację |
WęgryWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



























