Alpy 2005 - część II.
tomekpluc Wyświetlono: 184 razy 2006-03-24 19:58:35![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.95 (85 głosów) |
Pięknie położone Auronzo: na skraju jeziora zaporowego z zaporą, ładna sylwetka typowo włoskiego miasteczka na tle smukłych szczytów Dolomitów daleko i wysoko; jutro tam pójdziemy.
Pięknie położone Auronzo: na skraju jeziora zaporowego z zaporą, ładna sylwetka typowo włoskiego miasteczka na tle smukłych szczytów Dolomitów daleko i wysoko; jutro tam pójdziemy.
Jedziemy dłuższą drogą w stronę znanego schroniska Rif. Auronzo; tylko, że nasza droga kończy się ślepo. Znajdujemy niezłe miejsce na polance niedaleko strumienia na terenie danego obozu wojskowego z I wojny światowej. Pokrzepiamy się długo, myjemy i biwakujemy.
2.08 wtorek Rano zwijamy obóz i - z wyposażeniem na 2-3 dni w plecakach, rozpoczynamy w pięknym słońcu uciążliwe podejście żlebem wysoko w góry. Po 2 godzinach wychodzimy ze żlebu do szerszej doliny zasłanej skalnym rumoszem; chmurzy się, a nasza droga idzie coraz bardziej w górę. Wczesnym popołudniem osiągamy rozejście dolinek, a nasza trasa podchodzi na przełęcz, nad którą piętrzy się potężny wapienny filar podobny nieco do Raptawickich Turni z Kościeliskiej - tyle, że z 5 razy większy. A w szczerbie przełęczy umocowane linami Bivacco w postaci czerwonego blaszanego beczkowatego schronu. Przy dojściu do bivacco del Toni, wśród rumoszu i biało-szarych skał liczne kępy kwiatów niebieskich, białych, żółtych, fioletowych, czerwonych ... Delikatne i wytrzymałe przyciągają nieliczne owady. Tych kwiatów będzie mi najbardziej po powrocie brakować.
Maleńki, ale jest tu 6 łóżek, duży zapas koców, poduszek (!), trochę jedzenia, świeca, pudełko po prezerwatywach (puste). Jednym słowem: wszystko to, "co na gwałt potrzebne".
Tyle, że można było jeszcze zadbać o chwytanie wody deszczowej, bo w wapiennym otoczeniu wody nie ma nigdzie, a pić się nam chce okrutnie. Znajdujemy łachę śniegu 20 minut niżej, pod owym potężnym przewieszonym filarem. Po drzemce wychodzimy na dwór: przewiewa chmury; w jednym kierunku niesamowite kształty szczytów Tre Cime,
W drugim - w dole daleko nasze miasteczko Auronzo nad jeziorem. Dochodzi jeszcze dwójka Francuzka i Niemiec: będzie więc komplet. Krzysztof z Jackiem idą na pobliski szczyt w celach widokowych; ja wycofuję się, bo mam wyjątkową awersję do chodzenia (a szczególnie schodzenia!) bez szlaku po nachylonych półkach pokrytych wapiennym rumoszem. Noc pomimo wysokości ciepła, ale duszno jest piekielnie w tym pudełku sardynek.
3.08 środa Rano zostawiamy tamtą dwójkę, która nie spieszy się ze wstawaniem i pewnie znajdzie sposób na przedłużenie i urozmaicenie sobie poranku (mają to w oczach). Zaczynamy schodzenie ni to żlebem, ni to doliną. Zejście wyjątkowo uciążliwe z powodu stromości i luźnego wypełnienia szerokiego żlebu: krok w dół - i zjeżdża się wraz z rumoszem 3-4 kroki, jak na nartach. Coś takiego, jak schodzenie z Lodowej Przełączy do Teriego, tyle, że jeszcze stromiej - no i z 10 razy dłużej.
| Oceń relację |
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

























