• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Przestroga

ao Wyświetlono: 732 razy 2004-02-05 19:27:07
  Ocena:2.53 (85 głosów)


Nie jest to relacja z jakiejś wielkiej wyprawy. Nie jest to nawet sprawozdanie z jednodniowego wypadu.
To tylko notatka z przejażdżki jaką odbyłem w towarzystwie Koleżanki Anki w piątek 29 sierpnia 2003.

Cisza przed burzą ...

Wszystko zaczęło się tak jak zwykle, gdy spotykaliśmy się z Koleżanką Anką na popołudniowe rowerowe przebieżki. Umówiliśmy się przy warszawskim ZOO i ruszyliśmy warszawskimi ulicami, potem nieuczęszczaną drogą wzdłuż kolejowej stacji przeładunkowej na Żeraniu, szutrem wzdłuż Kanałku Żerańskiego. Wreszczie, jadąc uliczkami podmiejskich osiedli, dotarliśmy do leśnego kompleksu Choszczówki. Wspaniały las, unoszący się wszędzie zapach żywicy i dobre leśne drogi sprawiły, że po warszawskim smrodzie pozostało tylko mgliste wspomnienie. I tak było przez około godzinę. Potem zajechaliśmy pod "wydmy" - kilka górek piachu, które nie wiedzieć czemu znalazły się w środku lasu.

Tu już trochę mniej spokojnie. Najpierw zaatakowało nas pyrkotanie traktora, którym jakiś facet przewalał z miejsca na miejsce kamienie. Potem spotkaliśmy grupę "konnych", a na sam koniec dostąpiliśmy zaszczytu kibicowania popisom kierowcy samochodu terenowego, który z rykiem silnika pokonywał strome wzniesienia wydm. Obserwowaliśmy to wszystko ze szczytu jednej z górek, bowiem pozostawiwszy rowery u jej podnóża wdrapaliśmy się aby chwilkę posiedzieć. Wszystko byłoby pięknie, gdyby właściciel samochodu nie zatrzymał pojazdu w pobliżu rowerów i nie usłyszelibyśmy strzępka rozmowy, cytuję Bierz ten. Nie zdążą. Czym prędzej pognaliśmy na dół i tak zakończyła się nasza piaskowa przygoda. Ale rowery ocalały! Później jeszcze nasze uszy rozdrażniło rzężenie silnika motocykla ale pojazdu już nie widzieliśmy.

Pech chciał ...

Pojechaliśmy dalej. Znów było fajnie. Znów były leśne drogi, znów był zapach żywicy i była gałąź. W lesie to nic dziwnego - jest ich mnóstwo. Jednak ta była wyjątkowa, bowiem w jakiś sposób dostała się w moje przednie koło i chociaż nie raz gałęzie wpadały mi w szprychy, wszystko było w porządku. Norma. Tym razem było inaczej. Usłyszałem najpierw głośny trzask, a ułamek sekundy później syk gwałtownie uchodzęcego z koła powietrza. No ładnie - pomyślałem - kapeć. Rzeczywiście złapałem kapcia i to nie byle jakiego. Gałąź zaplątała mi się w koło tak, że zablokowała się o zawór dętki, potem o widelec i... Coś musiało ustąpić. Na moje nieszczęście był to zawór. Na dodatek, po drodze do widelca gałąź zawadziła o błotnik, który oczywiście pękł. No trudno, wypadki się zdarzają. Zabrałem się do naprawy. I właśnie wtedy mnie ośniło. JAKIE TO SZCZĘŚCIE, ŻE ZABRAŁEM DĘTKĘ. Początkowo wrzuciłem do sakwy tylko łatki i pompkę ale później coś mnie tknęło i dołożyłem jeszcze gumę. Długo dziękowałem sobie i opatrzności.
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:

Komentarze

  • p / 2008-11-25
    Kolego przeczytaj jeszcze raz co napisałeś i sam sobie odpowiedz czyja to wina ?
    Lasu, Drogi, Pogody... czy poprostu totalnej niewiedzy o kolarstwie i źle wybranej trasy. Ja objechałem chyba wszystkie lasy w okolicy W-wy.. fakt miałeś strasznego niefarta :-)) a brak przygody z Anką, tu nawaliłeś na całej linii !!!
  • klusky / 2007-07-10
    ciekawie sie zaczyna ale...
    myslalem ze watek kolezanki Anki jakos zostanie pociagniety!

    to jak z tymi kolezankami? zabierac? nie zabierac?:)
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje

PolskaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju