• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Lwów

kjantz Wyświetlono: 513 razy 2006-03-07 23:29:09
  Ocena:2.74 (42 głosów)


Lwów

2005-09-18

http://www.konradjantz.com

Na wstępie dziękuję Karolinie, że dała mi zajawkę na tę wycieczkę. Powiedziała, że zamierza jechać z Klubem Inteligencji Katolickiej do Lwowa na operę pt.: "Cyrulik sewilski". Ponieważ już 3 lata temu byłem z tym klubem, wiedziałem, że wycieczka będzie do zniesienia.

Zarówno moja żona (miesiąc po ślubie, kilka dni po zmianie dowodu osobistego), jak i Karolina, musiały wyrobić sobie nowe paszporty. W Wydziale Paszportowym powiedzieliśmy, jak jest naprawdę (że za półtora tygodnia mamy wycieczkę i chcielibyśmy na nią pojechać, w związku z czym prosimy o pilne wyrobienie paszportu) i Dzięki uprzejmości tegoż wydziału nowe paszporty udało się załatwić w trzy dni od złożenia wniosków.

To był najzimniejszy dzień września. Nie dość, że zimno, to jeszcze popadywał deszcz. Cóż, zapłaciliśmy, to jedziemy! Udało mi się namówić żonę na tę wycieczkę, chociaż mówiła, że nie chce już jeździć na Ukrainę, m.in. z uwagi na przeprawy graniczne. Użyłem więc argumentu opery. Ani ja (mimo mieszkania w stolicy), ani moja żona nie byliśmy wcześniej w operze, więc z ciekawości pojechaliśmy. Przy okazji powiedziałem, że porobię zdjęcia we Lwowie. Mam aparat cyfrowy, więc z chęcią obfotografuję to miasto, bo - mimo faktycznej bliskości - jest ono gdzieś daleko.

Wstałem niewiele po czwartej rano. Jeszcze nie do końca uczesany (czytaj: wcale) zacząłem robić śniadanie. Wyjechać mieliśmy o szóstej, a wyjechaliśmy kwadrans po tym czasie, albowiem czekaliśmy na trójkę osób, która miała dojechać do Przemyśla.

Na początku mało brakowało, a przez moją skromną stukilową personę wycieczka mogła nie dojść do skutku. Teraz mogę to spokojnie napisać, ale "na żywo" miałem pietra. Otóż, jak wspomniałem przy okazji strony o Krasiczynie, fotografuję wszystko i wszystkich, dlatego też chciałem mieć zdjęcie budynku granicznego, oczywiście ukraińskiego, bo to dla mnie egzotyka. Pech chciał, że nie wyłączyłem flesza, co poskutkowało błyskiem. Widział to jeden z ukraińskich pograniczników. Wpadł do autokaru i spytał, kto tutaj robił zdjęcie, bo on widział błysk lampy. Goście, którzy siedzieli przede mną, a którzy byli najbardziej przez pogranicznika podejrzani, mówili, że żadnego błysku nie było i że nikt nie robił zdjęcia. Karolina, Gośka i moja doskonale wiedziały, kto spowodował całe zamieszanie, ale pary z ust nie puściły. Ja, patrząc celnikowi prosto w oczy i mając przewieszony przez szyję pokrowiecna fotoaparat, chowałem narzędzie zbrodni. I już niemal miałem się przyznać, bo wolałem opuścić autokar, stracić te 68,- PLN i wrócić do kraju niż spowodować zawrócenie całej wycieczki. Żona twierdziła, że solidarnie ze mną wróci.
Strona:  1, 2, 3, 4


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje

UkrainaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju