Autostopem do Finlandii - część III
Autostopem do Finlandii - część III

Pawel Palasz2006-03-06 20:51:06
Wyświetlono razy (ostatnio: )
pod tytułem “Wodna muzyka” cóż to może być ? Na kilku krzesłach rozpięta folia, stoi kilka wiader, butelek, jakieś blachy. Na to wszystko z rurek pod sufitem kapią dziesiąski kropel.
- Plum, pam, pam, plum, plum pam, tac, tac - i muzyczka gra, taki tam jazzik.
Idę do kina i spotykam dwójkę ludzi w goretexowych kurtkach, których widziałem na ulicy, w Tallinie dwa tygodnie temu. Okazuje się, że to Australijczycy w podróży dookoła świata, koleją transsyberyjską przyjechali z okolic Japonii, gdzie wcześniej mieszkali. Teraz dwa razy dziennie chodzą do kina, żeby odreagować po tamtejszej drożyźnie.
. . .
Independence Day to szmira.
. . .
Idziemy nocą przez starówkę, ci durnie zbyt głośno rozmawiają po angielsku i jakaś żulia się zainteresowuje. Australijczycy wchodzą do schroniska zadowoleni z siebie, a ja zostaję sam, to znaczy z wielkim plecakiem. Na wszelki wypadek za pierwszym rogiem daję długą i docieram do dworca. Autobus, przesiadka i jestem na wylocie. Niezbyt mogę się dogadać, gdzie ów wylot jest. Ciemno jest ja w dupie i zero latarni, jacyś ludzie łapią okazję. Ja daję już sobie spokój, idę aby dalej od cywilizacji. Rozbijam namiot pod jakimś lasem. Na kolację kanapki z serem i borówkami, coż - jem co mam.
dzień dwudziesty: do Warszawy
W nocy na szczęście nikt mnie w nocy mnie na napadł czy coś, chyba zbytnio się obawiałem. Samochody jeżdżą już dosyć gęsto, więc ruszam w drogę. Kilka samochodów i jestem kawałek pod Wilnem w pobliżu wyspy z zamkiem. Zamku nie widać bo pada i rezygnuję z wyprawy w tamten rejon. Leje coraz gorzej więc ustawiam się pod drzewem, koło kolorowych drewnianych domków. Nic nie jedzie w moim kierunku, więc idę kawałek dalej. Jakiś gość podrzuca mnie na autostradę, gdzie też dużego ruchu nie ma. Wokół super las, dżungla, pachnie żywicą i mokrym mchem. Za chwilę zabiera mnie facet pod Marianpol, muszę dojść piechotą. Tam wielki handel, giełda samochodów, brązowe skóry, kolorowe dresy, bazar. Znów świeci słońce, a jakiś samochód wiezie mnie w kierunku granicy, ale nie do tego którym wjeżdżałem na Litwę.
Znów idę piechotą, ktoś chce mnie podwieźć za pieniądze, idę dalej. Zabiera mnie koleś mniej więcej w moim wieku, jedziemy do Polski. Wszyscy mówią tu po polsku, także nie wiem kto jest Polakiem, a kto Litwinem, ogólny zamęt.
Przez granicę puszczają tylko zmotoryzowanych, zabieramy z sobą paru miejscowych, którzy czekali na okazję. Na przejściu kłębią się drobni przemytnicy. Jakaś gruba baba zaklinając się, że nic przy sobie nie ma stara się wkręcić do naszego samochodu, który i tak jest już pełen. Prawie jej się udaje, celnik wyciąga jej z torby kartony z papierosami.
Wysiadam już w Polsce. Na początek pierwsze polskie piwo.
W ojczyźnie nie jest łatwo, jeżdżą sami Litwini sprowadzający zachodnie bryki, w dodatku kierunek jest jednoznacznie na północ. Zupełnie mi to nie odpowiada. Za chwilę zabieram się ciężarówką do Białegostoku, wleczemy się wolno, ale za to do celu. Kolejne stopy i jestem pod Ostrowią, tam, przy drodze krzyż i kwiaty. Napis mówi mniej więcej tyle:
Tu dnia tego i tego został zamordowany przez swoich rówieśników osiemnastoletni koleś.
“Quo vadis młodzieży ?”
Jadę do Warszawy.
koniec
mario, 2008-07-09 13:29:59
Zobacz zdjęcia:
Łotwa
,
Polska
,
Litwa
,
Estonia
Łotwa - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























author, 2008-07-09 13:39:09