Autostop extremalny 2 - SOLO 1996 - dzień 6- 10
Pawel Palasz Wyświetlono: 536 razy 2006-03-06 20:12:40![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.09 (69 głosów) |
Autostop extremalny 2 - SOLO 1996 - dzień 6- 10
http://autostop.republika.pl/
dzień szósty: Do Holandii
Szybko zwijam cały majdan, śniadanie i w drogę. Nie mam pojęcia jak daleko jest do stacji benzynowej, ale autostrada powinna być zaraz za torami. Decyduję się wyrzucić moją starą kerimatę, a zostawić sobie mniejszą, znalezioną po festiwalu.
Autostrada okazuje się trochę dalej niż przypuszczałem. Znajduję jakąś stację benzynową, ale to nie ta z mapy i poza tym jest na uboczu, czyli niewypał, niewielu jedzie stąd gdzieś daleko. Idę szukać dalej.
Trzy kilometry później:
Ogólna dezinformacja, pytani ludzie nie wiedzą nic o obiekcie moich poszukiwań lub wskazują przeciwny kierunek. Jacyś robociarze wreszcie kumają czaczę, ale mówią, że tam nie dochodzi stąd żadna droga. Naiwni, własnego kraju nie znają. Przechodzę przez pola, później przez jakiś parkan i jestem. Można jechać.
Zimny wiatr i mdłe słońce. Mija półgodziny. Wreszcie znajduje się Niemiec i jadę do Hamburga.
Nuda.
Na promie znów buja i wieje, zimno, i tak mam już katar a tu jeszcze taka pogoda. Trzeba jechać na południe.
Pod Hamburgiem spotykam jakiś dwóch Polaczków, jadących gdzieś tam niedaleko, za pracą, czy czymś równie beznadziejnym. Udaje im się kogoś namówić, ale facet odjeżdża im z plecakami na drugą stronę autostrady. Nie to żeby na złość, albo żeby ukraść, ale gość był chyba z obsługi i miał tam coś do roboty. Kolesie cali w nerwach. Nie wiem jak i czy odzyskali plecaki, bo wsiadam w mercedesa i wio! Czasami prujemy ostro ponad dwieście, przeważnie, gdy dochodzimy do dwustupiędziesięciu kończy się prosta i trzeba zwolnić na zakręcie. Poza tym facet ma komputer pokładowy orientujący się przez satelitę gdzie trzeba skęcić i jak przejechać przez miasta. Po prostu statek kosmiczny.
Następna stacja i już niedaleko do Holandii. Wysiadam i spotykam jakiegoś kolesia z Zabrza, wreszcie ktoś do rzeczy. Wyciągam moje piwa i skuna. Wiadomo, nie ma sensu wozić drewna do lasu i trzeba to jak najszybciej spożyć.
Stoimy sobie na wyjeździe ze stacji, kawałek przed autostradą, pijemy browar i palimy. Nie machamy prawie w ogóle, ale i tak dwa samochody nam się same zatrzymują. Nie ma jak Niemcy, jeżeli chodzi o stopa. Niestety jadą tam, gdzie nie trzeba.
Poszły moje dwa piwa i trzy fifki, a my się tak zagadaliśmy, że aż zaczął padać deszcz i trzeba się było schować. Na domiar złego przyjechała jakaś para świeżo z kraju i zrobił się tłok. Dobrze by się było iść pytać kierowców, ale koleś strasznie się ujarał i nie kojarzy co ma właściwie robić. Para Polaków w coś wsiada i za chwilę ja też wsiadam do angielskiego tira. Siedzę po lewej stronie, co sprawia, że czuję się jeszcze dziwniej. Kierowca zgadza się puścić moje kasety.
| Oceń relację |
Wielka BrytaniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

















