Autostop extremalny 2 - SOLO 1996 - dzień 6- 10
Autostop extremalny 2 - SOLO 1996 - dzień 6- 10

Pawel Palasz2006-03-06 20:12:40
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
dom, w którym mieszkają. Jakiś ąsiad stwierdza, że nie widział żadnego z nich od dwóch tygodni. No to nie mam noclegu, przynajmniej tego, o którym myślałem, że go mam.
Następny cel: metro. Później centrum i przechowalnia bagaży. Nie chciałbym znów mieszkać na ulicy, tak jak w Amsterdamie. Jednak na wszelki wypadek, okiem znawcy oceniam możliwości rozbicia namiotu w parku, który mijam.
Metro jest śmieszne, rączki są w postaci kulek na sprężynach, podłoga jest drewniana. A może tylko trafiłem na jakiś zabytkowy wagon.
Jestem na stacji Viktoria, wokół ruch jak na bazarze Różyckiego. Stacja jest wielka i nie wiadomo, gdzie północ, tymczasem ja muszę odnaleźć jakieś info o kempingach. Wychodzę na zewnątrz i już pojawiają się wokół mnie totalne zabytki. W ogóle to czuję się jak na jakiejś pocztówce. Ulicami jeżdżą piętrowe, czerwone autobusy, oraz czarne, limuzyniaste taksówki. Na rogach ulic stoją policjanci w wielkich. . . no, czymś na głowie, za to policjantki w melonikach. I fajnie jest.
W informacji nie wiedzą nic, co by mnie doinformowało. Miejsce w schronisku, czy w hotelu to nie to czego szukam. Jakiś koleś daje mi ulotkę o kempingu, jedyne 5 funtów za dzień. Tylko jak tam dotrzeć? Metrem na Liverpool, później autobus 52B. Niestety moja karta jest tylko na metro. Z Liverpool station próbuję iść piechotą, ale jak mówiłem tu wszystko jest w milach, a w związku z tym dalej. Muszę w końcu kupić bilet.
Docieram do kempingu i nawet gdyby się udało rozbić za darmo, to nie mam siły na podchody. Zresztą koszt jednego dnia to 5 funtów, da się wytrzymać. Przysługuje darmowa przechowalnia bagaży (kemping jest prawie nie ogrodzony). Na kempingu mnóstwo Polaków, głównie dzieciaki i licealiści, ogólnie jakaś kolonia czy też obóz. Jeden gościu z obsługi jest Polakiem. Dowiauję się, że nie łatwo jest się tu załapać na robotę, która jest tylko symbolicznie opłacana, ale za to można później co roku mieszkać tu za darmo.
Rozbijam namiot i wreszcie biorę porządny prysznic. Ostatnio myłem się w Roskilde. Ile dni temu? Będzie już ze sześć. Na koszt firmy można korzystać z gazu, więc gotuje sobie spaghetti z puchą mięsa. Z sąsiedniego namiotu słychać jakieś chichoty. Niemki. Wyglądają z namiotu przez wywietrznik.
- Co za dziwnÄ… potrawÄ™ jesz?
- Włoskie spaghetti z niemieckim mięsem. - Odpowiadam zgodnie z prawdą. Mogłem jeszcze powiedzieć, że w polskiej, osmolonej dymem z ogniska, trzydziestoletniej chyba menażce, którą dostałem od starego.
Koleżanki zza Odry pracują w Zamglonym Mieście, jak się okazuje w charakterze obsługi szmaty do podłogi i zarabiają tyle, że palcem bym nie kiwnął na ich miejscu. I w dodatku mają dług za kemping. Wegetacja. Częstuję je Jasiem.
I tak upływa wieczór, nigdzie nie idę, pierdolę to, mam dosyć. Zresztą znów musiałbym kupować bilet na autobus. Niemki mają haszysz, ale nie chcą się podziałkować, zresztą nie mam ochoty dymić czymkolwiek. Ale swoją drogą to chamstwo.
Dzwonię do Patrycji do Cantenberry. Nie ma jej w domu. Znów pech.
Zobacz zdjęcia:
Wielka Brytania
,
Holandia
Wielka Brytania - wybierz obszar, który cię interesuje:
















































