EUROPEAN BEER TOUR’95 - dzień 61 - 63
Pawel Palasz Wyświetlono: 317 razy 2006-03-05 16:00:05![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.13 (62 głosów) |
EUROPEAN BEER TOUR’95 - dzień 61 - 63
http://autostop.republika.pl/
Dzień sześćdziesiąty pierwszy - Świdnica , Wrocław
Rano zaczynaja się kręcić ludzie , trzeba wstawać. Musimy jeszcze kupić jakiś alkohol , pożyczam od Małego pieniądze przy czym się kłócimy. Kupuję korskinkorven vodka , taką samą jak w Finlandii , ale za małe pieniądze i udaje mi się jeszcze złapać pociąg do samej granicy. Wysiadam , kawałek drogi i znów jestem w Polsce ,
po szećdziesięciu dniach , witaj ojczyzno. Po kilku minutach dogania mnie Mały.
Jak zwykle idę sobie pierwszy piechotą śpiewając „Polska ponad wszystko , Polska moją ojczyzną” , a Mały zgarnia mnie do samochodu.
Dojeżdżamy kawałek w głąb ojczyzny i rozdzielamy się. Pierwszy łapię stopa , wysiadam i idę przez całe miasto , robię sobie drugie śniadanie. Zaczyna padać. Mały mija mnie w jakiejś ciężarówce. Za chwilę też jadę. Gdy wysiadam przy skręcie do Swidnicy widzę plecak Małego , właściciela nie ma. Za moment wybiega zza zakrętu , pchał czyjś samochód , łapie plecak. Niestety , myślał , że się zabierze , ale moi szoferzy gdzieś tu skręcali. Tak , czy inaczej ja jadę do Świdnicy , on bezpośrednio do Wrocławia.
Dwa stopy dalej (maluchem i ładą , witaj postkomuno ) , jestem w Świdnicy. Próbuję
złapać moją koleżankę , jeszcze z Rzymu. Niestety , na dniach wróci dopiero z Anglii. Idę zwiedzać katedrę. Zamknięta , ale odnajduję panią przewodnik , która mnie nieco oprowadza.
Jestem mile zaskoczony , warto było zobaczyć to miejsce. Mnóstwo drewnianych rzeźb , zmieszanie różnych stylów , które częściowo wypierały się nawzajem i teraz koegzystują w jednym wnętrzu. Barok , gotyk itp.
Na zewnątrz pada deszcz , łapię jakiś autobus i wyjeżdżam za miasto. Pierwszy stop to rozlatująca się ciężarówka i historie o małoletnich prostytutkach. Później bezpośredni i roztrząsanie różnic i wad Warszawy w porównaniu z Wrocławiem , kolejny lokalny ksenofobik.
Docieram na dworzec i próbuję dowiedzieć się jak dojechać na Niedżwiedzią do Agnieszki ( tej z Montpelier). Na mapie nie ma tej ulicy , kobieta w kiosku nie chce mi pokazać planu. Wokół pełno wariatów , żebraków , kalek , kloszardów i innych szamanów. Istny cyrk. Wreszcie zdobywam niezbędną informację. Na zewnątrz leje.
Dojeżdżam na miejsce , i kręcę się w kółko nie mogąc znaleźć właściwego bloku.
W końcu jest. Mały już jest dawno. Agnieszka dosłownie dziś w nocy wróciła z Amsterdamu i jest dosyć zmęczona , więc jedynie siadamy sobie i opowiadamy co zdażyło się po Montpelier.
| Oceń relację |
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


















