EUROPEAN BEER TOUR’95 - dzień 36 - 40
Pawel Palasz Wyświetlono: 203 razy 2006-03-05 15:30:54![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.07 (55 głosów) |
EUROPEAN BEER TOUR’95 - dzień 36 - 40
http://autostop.republika.pl/
Dzień trzydziesty szósty - Zejście
Rano budzi mnie ból głowy. Wstaje , prostuję kołnierzyk i patrzę przez okno. Pada
śnieg , ale jest chyba trochę lepiej. Mały wstaje , jego twarz jest niezwykle spuchnięta , nawet
jak na niego , wogóle nie wygląda przyjemnie. Dobrze ,że nie ma tu lustra.
Pożyczamy kuchenkę od Węgrów , a nie jest to łatwe , gdyż są oni wyjątkowo odporni na języki obce. Trochę herbaty na wodzie ze śniegu , który wyjątkowo kiepsko się topi , polepsza nieco nasz stan duchowo-fizyczny. Dzisiaj musimy zejść choćby nie wiem co. Zaczynają przychodzić ludzie , zmarznięci i ośnieżeni. Czekamy na lepszą pogodę i trochę się przejaśnia.
Dwójka z Węgrów wychodzi , po półgodzinie wracają ośnieżeni i zmęczeni. Nie udało się. Szczyt jest w chmurach , ale mnóstwo ludzi atakuje. Wreszcie ktoś mnie oświeca , że szlak jest przedeptany. Ruszamy , za dwójką Francuzów , mijamy dwa namioty ,
też się zwijają. Schodzimy pod chmury , jest przejrzyście , z każdym metrem w dół czuję się trochę lepiej. Docieramy na poziom szczytu Aiguille du Midi. Widać lawiniska ,
które powstały w nocy. Z niektórych nawisów co chwila coś się sypie. W każdej chwili mogą runąć. Szlak też nie idzie tą samą drogą. W pewnym momencie widać
wczorajsze ślady , które dochodzą do szerokiej szczeliny i nowe obchodzące ją naokoło.
Nagle Francuzi mówią , że przez najbliższy odcinek nie należy się zatrzymywać , a
wręcz przeciwnie , gdyż jest to miejsce , gdzie schodzą lawiny i gdzie ginie najwięcej osób. Tak przy okazji co roku na Mont Blanc ginie 50 osób , do czasu , w którym my
tu jesteśmy zgineło już 26-cioro.
Zbiegamy jak najszybciej. Czuję się już prawie normalnie , 1000m niżej , i zaczynam
się cieszyć , że byłem na szczycie. Mijamy ludzi , którzy sterani niesamowicie wleką się do góry noga za nogą. Zbiegamy , zjeżdżamy , w końcu robi się ślisko i raki nic nie
pomagają przy hamowaniu w mokrym śniegu. Widać już schronisko Grand Mullet , a ja
prawie zjeżdżam w szczelinę.
Wreszcie docieramy na miejsce , zero ludzi , nasze rzeczy nietknięte , nawet menażek nikt nie umył. Jemy i w dół na lodowiec , słońce świeci , czuję się OK i jest
pięknie.
Skaczemy przez szczeliny , chyba idziemy trochę inną drogą , może dlatego , że ja
prowadzę , a idą za nami inni ludzie. Dużo zabawy , teraz już bez stresu przechodzę nad dowolną szczeliną. Niebezpieczeństwa się zdewoluowały.
| Oceń relację |
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



















