EUROPEAN BEER TOUR’95 - dzień 31 - 35
Pawel Palasz Wyświetlono: 241 razy 2006-03-05 15:26:28![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.88 (52 głosów) |
EUROPEAN BEER TOUR’95 - dzień 31 - 35
http://autostop.republika.pl/
Dzień trzydziesty pierwszy - Zurich
Jedziemy ze starszym Niemcem i oczywiście rozkładamy całą sytuację polityczną świata , a w szczególności Europy na części pierwsze. Pada też pytanie , co my jako Polacy chcielibyśmy powiedzieć Niemcom (?).
W Zurichu Mały idzie zadzwonić i oczywiście nakręca dwóch Serbów. Płacą
za telefon i mamy taksówkę na dworzec , to znaczy oni nas zawożą. Już przyzwyczaiłem
się , że jesteśmy sponsorowani.
Musimy poczekać na dworcu na nasze koleżanki z Polski (poznane tuż przed wakacjami , w Rhisome ). Poznajemy jakąś Niemkę , na dworcu jest wystawa jakiś abstrakcji
więc czas mija.
Przychodzi Agata z koleżanką i ze starym. Jej stary jest sztywniakiem od interesów i nieco wkurwia , ale przynajmniej funduje nam schronisko.
Ceny są tu gorsze niż w Norwegii , więc lepiej nie przeliczać. Zresztą jak zwykle w tym kraju nie wydajemy ani franka. Agata kupuje nam żarcie w MacDonaldzie czy też w pizzerni.
Kąpiemy się w Zurichsee , woda jest czysta i ciepła. Pływają wokół kaczuchy i inne łabędzie. Na brzegu murzyni grają na bębnach , sprzedają wisiorki. Hare Kryszna rozdają ichnie przysmaki. O dziwo ludzie odmawiają , ja przeciwnie.
Co krok ktoś na czymś gra lub bębni. Pełno ludzi , festyn.
W jakimś religijnym przybytku oglądamy witraże Chagalla. Wieczorem idziemy do Hard Rock Caffe na piwo , ale niewiele się tu dzieje.Wcześniej na starówce ktoś grał na skrzypcach. Z kafei wynosimy na pamiątkę kufle , wiadomo ,że w kolekcji liczą się tylko te kradzione.
Sztuczne ognie. Przeoczyliśmy jakąś imprezę na drugim brzegu jeziora. Gdy dochodzimy tam jest już po wszystkim.
Dziewczyny muszą wracać (Mówiłem , że jej stary jest wkurwiający). Wleczemy się do schroniska , w środku kupa chrapiących kolesi. Wolałbym spać gdzieś na zewnątrz , jest cholernie parna noc.
Dzień trzydziesty drugi - Zurich II
Rano spotykamy dziewczyny i łazimy po mieście , jedzenie w MacDonaldzie i aż
chce się stąd wyjechać. Zurich w gruncie rzeczy jest mały i gdyby nie turyści i emigranci to byłby beznadziejny.Zresztą jak parę innych miast.
Wieczorem bierzemy się za plecaki i wyjeżdżamy na wylotówkę. Słońce z lekka
zachodzi ale łapiemy kluczowego stopa , który zawozi nas na pierwszą stację. Dalej jakieś
sto kilometrów półciężarówką.
W końcu jesteśmy na jakiejś stacji , którą nam zamykają.
| Oceń relację |
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















