EUROPEAN BEER TOUR’95 - dzień 26 - 30
Pawel Palasz Wyświetlono: 276 razy 2006-03-05 15:20:03![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.90 (71 głosów) |
EUROPEAN BEER TOUR’95 - dzień 26 - 30
http://autostop.republika.pl/
Dzień dwudziesty szósty - hej ho do Amsterdamu I
Wstajemy o siódmej rano (!) , śniadanko , dostajemy dodatkowo jakieś żarcie od
jednej dziewczyny z akademika. Wszystkie ubrania tak czyste , że aż żal brudzić.
Kupujemy piwo i pijemy przed marketem , zwyczaj chyba egzotyczny jak na ten kraj. Kręcimy się trochę , Mały zagaduje się z jakąś dzieczyną od trawników , a ja idę trochę dalej i łapie mi się coś. Wysiadam 20 km dalej , ruch nędzny i czekam
godzinę. Mija mnie samochód , nagle daje po hamulcach i cofa. Jadę do Oslo.
Jeszcze jeden stop , później następny z dwoma dziewczynami do Szwecji. Straszny kwas.
Kupują dwie ogromne kanapki , żrą , nie częstują i sporo wyrzucają. Nie muszę dodawać,
że już długo jadę i jestem raczej głodny. A one podobno są social workers (sic).
Jestem tym wkurwiony.
Zatrzymuje mi się TIR , 300 km. Pijemy piwo , facet okazuje się pedalem , ale nie
agresywnym. bardzo mnie namawia biedaczek. W każdym razie rozmawiamy po niemiecku i jako tako mi idzie.
Wysiadam , już jest ciemno. Idę w kierunku morza , kąpie się i rozbijam namiot. Strasznie wieje i tropik łopocze. Nie udaje mi się rozpalić ognia , zresztą
wcale się do tego nie przykładam.
Dzień dwudziesty siódmy - hej ho do Amsterdamu II
Gdy rano jem śniadanie wiatr przewraca namiot. Wracam na parking. Pusto ,
próbuje namówić jakieś dwie dziewczyny , bezskutecznie. Jest tylko 40 km do promu.
Stoi jeden czeski TIR , czekam aż gość się ocknie. Po pół godzinie pepik
budzi się i wyłazi z szoferki. Mówię „Ahoj” i jedziemy , facet jedzie wolno , pod górkę
ledwo 20 na godzinę. Rozmawiamy i próbuję coś tam sklecić po czesku.
Wysiadam i do Helsingerbor tylko cztery kilometry , idę sobie autostradą , co jest dośc stresujące. Z przedmieść widać drugi brzeg cieśniny i Danię , więc przyspieszam. Tuż przed portem widzę na światłach stoi niemiecki TIR , z pewną taką nieśmiałością daję sygnał kciukiem tuż przed przednią szybą. Otwierają się drzwi. Hurra , jadę do Hamburga , najdłuższy stop.
Na dzień dobry gość ( niewiele starszy ode mnie , Budda wydziargany na łapie , długie hery ) stawia mi na promie porządny obiad.
Jedziemy ponad dziesięć godzin. Okazuje się , że klient prowadził kiedyś coffee shop w Niemczech (!) , nielegalny oczywiście a teraz spłaca się prawnikom.
Jaramy hasz , w sumie cztery skręty , bez większych efektów.
| Oceń relację |
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



















