EUROPEAN BEER TOUR’95 - dzień 21 - 25
Pawel Palasz Wyświetlono: 298 razy 2006-03-05 15:14:59![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.77 (86 głosów) |
EUROPEAN BEER TOUR’95 - dzień 21 - 25
http://autostop.republika.pl/
Dzień dwudziesty pierwszy. - do Trondheim , witaj sponsorze
Wstaję o dziesiątej i gdy na śniadanie zjadam swoją ostatnią puszkę fasoli przychodzi jakiś kloszard i coś mi długo opowiada po norwesku. Słucham go uważnie i zapycham się fasolą , jest
obrzydliwa. Składam cały bajzel , namiot jest mokry , ale to nie wpływa , ważne , że dziś będę już na południu. Do Trondheim jest jeszcze 500 km. Po półgodzinie zatrzymuję coś. Okazuje się , że bezpośredni , ale niestety jedzie beznadziejnie wolno , nawet nie wiem ile , bo ma zepsuty licznik. Jedziemy przez pół Norwegii , wokół lasy , góry ,śnieg ,fiordy , mgła konie dusi.
Przed Trondheim zatrzymujemy się przed Remą , gdzie robię zakupy. Na miejscu
jestem o siódmej , Mały oczywiście jest już od jakiegoś czasu. Idziemy pod najbardziej zabytkowy
kościół w mieście i gotujemy obiad , bo dziś jadłem tylko wspomnianą puszkę. Kościół jest bogato rzeźbiony , ma niesamowicie skomplikowaną fasadę uginającą się od dziesiątek figurek. Przychodzą turyści i chyba zwracają większą uwagę na nas niż na wymieniony budynek. Błyska flesz , mam wrażenie , że w naszym kierunku.
Wychodzimy na wylotówkę , rozdzielamy się. Mały stoi trochę wcześniej , nic się nie zatrzymuje. Dla jaj macha na samochód z przeciwnego kierunku. Ten się zatrzymuje !
Czas mija , jest zimno. Postanawiam coś jeszcze oszamać. Stęskniłem się za dżemem. Mały się wścieka , jak nigdy dotąd. Na początku myślałem , że się zgrywa. Niektórzy nie wytrzymują stresu. Ja kryzys miałem wczoraj , ale byłem sam , ten teraz. Rzuca mi pod nogi jakimś szkłem. Wariat. Wreszcie zostawia mi dżem i idzie dalej.
Siedzę na przystanku i jem bez stresu. Zatrzymuje się miejski autobus , mówię jak jest i kierownik zgadza się mnie podwieźć. Mijamy Małego , gdy pomyka autostradą. Wysiadam kawałek dalej i idę na stację. Mały doczłapie się pewnie niedługo. Szef na stacji robi mi bajerancki karton na Dombas. Okazuje się , że jesteśmy przy bocznej drogze więc idę kawałek dalej. Pierwsze machnięcie i zatrzymuje się mikrobus. Wychyla się Mały i krzyczy :”Jedziemy do nich do domu !”. Świat jest pełen niespodzianek. Mały się korzy za swoje wybuchy.
Jedziemy do domku na przedmieściach. Praktycznie zostajemy zaadoptowani. Matka
dziewięciorga dzieci chwilowo ma w domu tylko dwójkę plus ich dwóch kolegów , średnio
po dwanaście lat , więc zaprasza też nas , żeby zagęścić atmosferę. Opowiadamy o naszych przygodach. Są z lekka wniebowzięci. Stanowimy chyba dla nich coś w rodzaju Tonych Halików i to na żywo.
| Oceń relację |
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



















