Aconcaqua to najwyższy szczyt ziemi poza kontynentem azjatyckim o wysokości 6962 m n.p.m., leży on w Ameryce Południowej, a konkretnie w Argentynie i właśnie on był celem naszej wyprawy. Postanowiliśmy szturmować górę od strony wschodniej tak jak pierwsi polscy zdobywcy z 1934 roku: W.Ostrowski, S.Daszyński, S.Osiecki i K.Jodko-Narkiewicz.
Wyżej niż kondory - wyprawa na dach ameryki - Aconcaqua

Mendel2004-01-25 17:00:14
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.60 z 5.00. 5 głosów oddanych
Nasi rodacy jako pierwsi pokonali górę od wschodu, stąd też nazwa podszczytowego lodowca - Lodowiec Polaków. Po długim locie do Santiago i przejechaniu przez Andy do Argentyny rozpoczęliśmy od wykupienia zezwolenia na wspinaczkę w stolicy prowincji Mendozie. Zakupu dokonuje się w siedzibie Aconcaqua Provincial Park (znajduje się ona w Parku im. Gen. San Martin) i są możliwe trzy rodzaje pozwoleń: trzydniowe na "short trekking", siedmiodniowe na "long trekking" oraz dwudziestodniowe na "climbing" - my oczywiście wybraliśmy ten ostatni wariant. Następnym naszym krokiem było przemieszczenie się z powrotem z Mendozy do wylotu doliny Las Vacas, gdzie pojechaliśmy po prostu kursowym autobusem, po dojechaniu zaś załatwienie mułów na transport ekwipunku do bazy. I jedno i drugie poszło sprawnie i popołudniu rozbiliśmy obóz na samym dnie doliny w Punta de Vacas.
Nasze muły miały przybyć następnego ranka, więc wędrowaliśmy po okolicy - wiatr hulał wciskając wszędzie unoszący się w powietrzu pył. Spotkana przez nas ekipa schodząca z góry twierdziła, że tam jest tak samo - ich relacja była dramatyczna: - Góra dziesiątkuje ludzi! - mówili. Tylko trzech ludzi z ich ośmioosobowego zespołu osiągnęło szczyt. Zrobiło to na nas wrażenie, tym bardziej, że wiatr się wzmagał.
Następnego dnia ruszyliśmy z karawaną mułów w górę, wiatr jakby przycichł, a widoki w dolinie Vacas były naprawdę przepiękne. Gorąco dało nam się we znaki, a wody nie wzięliśmy zbyt wiele, jednak po dotarciu do obozu Pampa do Lenas na wysokości około 2800 m odbiliśmy to sobie gotując morze herbaty do posiłku. Kolejnego ranka nasza karawana ruszyła dalej, najpierw muły przeprawiły nas po kolei przez Rio de Vacas, potem zaś dalej posuwaliśmy się w górę rzeki. Nieznacznie się zachmurzyło i prosto w twarz dął (dosłownie) wiatr, tak, że w marsz musieliśmy włożyć podwójny wysiłek. Popołudniu docieramy
...
Zobacz zdjęcia:
Argentyna
Argentyna - wybierz obszar, który cię interesuje:














































