Taury Wysokie 2004 - część III
Ania i Jurek Danielewicz Wyświetlono: 198 razy 2006-02-22 23:14:57![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.02 (63 głosów) |
Taury Wysokie 2004 - część III
http://www.jdan.friko.pl/
Pobudka jeszcze przed świtem. Prezes nieprzytomnym głosem mówi byśmy zeszli i ugotowali trochę wody. Po szybkim śniadaniu, podzieleni na cztery zespoły ruszamy na szczyt. Najpierw śnieżne pola, coraz stromsze. W końcu wychodzimy na grań Grossglocknera. Z jednej strony z 500 m ściany aż do podstawy szczytu.
Po drodze mijamy metalowe słupki, o które owijamy linę w celu zapewnienia odpowiedniej asekuracji. Wspinaczka przebiega głównie po śniegu, ale także po skałach. W końcu dochodzimy do Małego Grossa. Stoimy na wąskiej grani.
Z jednej strony ściana, z drugiej murek ze śniegu i także setki metrów powietrza. Powoli opuszczamy się na przełęcz między oboma wierzchołkami. Niezła ekspozycja. Nie jednemu tam nerwy puściły. Potem wspinaczka skalna, kawałek śniegu i jest. Krzyż na szczycie Grossglocknera.
Odpoczywamy, robimy fotki. Prezes krzyczy na jakiś Austriaków, którzy chcieli siąść na śnieżnym nawisie na wierzchołku. Mogło się to dla nich skończyć tragicznie. W ogóle w drodze na wierzchołek minął nas idący samotnie starszy pan w butach narciarskich!!!
Po jakiejś chwili pędzimy w dół. Prezes pokrzykuje byśmy zapier... bo nie ma czasu. Po dojściu do schronu chwila przerwy i dalej w dół. Po drodze nerwy puszczają jednemu z uczestników, który oświadcza, że dalej nie idzie tą drogą i ostentacyjnie wypina się z liny. Na szczęście przywołany szybko do porządku przez Prezesa wpina się z powrotem. Po zejściu z lodowca liny nie są już potrzebne. Więc każdy idzie swoim tempem. Pogoda psuje się nieco. Jest mgliście. Grzmi co jakiś czas. Dochodzimy do Stüdlhütte.
Tam dłuższa przerwa. Właściwie w planie był jeszcze jeden nocleg, ale czego się nie robi dla oszczędności. Schodzimy więc na sam dół by tego samego dnia wieczorem ruszyć do Polski.
Zakwasy z tego dnia jeszcze długo będą dawały o sobie znać... Schodzimy w śnieżycy, grzmi i nie wygląda to zachęcająco. Na szczęście na dole czeka nas gorący prysznic i jedzenie. A potem już podróż busem znowu do domu.
Taki wyjazd to łatwy sposób by przy niewielkim wkładzie finansowym i organizacyjnym znaleźć się w krainie lodowców i naprawdę wysokich gór. By popróbować czym pachnie treking i wspinaczka wysokogórska. Na pewno warto coś takiego przeżyć, by jeśli się spodoba – wyruszyć dalej...
| Oceń relację |
AustriaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


















