Góry Fogarskie 2001 - część III
Ania i Jurek Danielewicz Wyświetlono: 179 razy 2006-02-22 17:33:04![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.05 (58 głosów) |
Góry Fogarskie 2001 - część III
http://www.jdan.friko.pl/
Po drodze widać boczne dolinki, znaki ostrzegające przed lawinami (na szczęście nie ma za dużo śniegu). Czasem ścieżka jest wąska i nieco przepaścista. Wtedy posiadacze kijków sprawdzają śnieg i wyszukują dalszą drogę. Docieramy w pobliże najtrudniejszego miejsca szlaku. Stroma grań to podobno rumuński odpowiednik „orlej perci” tylko trudniejszy. W pobliżu troszkę niżej, po drugiej stronie zbocza jest schron.
Moglibyśmy tam przenocować. Jednak większość obawia się niskich temperatur. Schodzimy więc niżej z 500m do schroniska Cabana Negoiu. Po drodze ktoś zauważa wyraźne odciski wielkich łap na śniegu obok ścieżki. Jak nic niedźwiedzie ślady. Z pewną taką niepewnością rozglądamy się wokoło. Ślady towarzyszą nam jeszcze jakiś czas i odbijają w lewo. My tymczasem dalej w dół, przeprawiamy się przez rzekę i docieramy do celu.
Schronisko jest duże i bardziej komfortowe niż poprzednie. W pokoju mamy piec opalany drewnem. W barze można kupić niezłe jedzenie i napić się miejscowego piwa. Więc używamy, suszymy się i odpoczywamy. Spotykamy też Polaków. Mówią nam, że „orla perć” jest oblodzona. Więc dobrze zrobiliśmy omijając ją. Docierają do nas także jakieś strzępki SMS-ów z Polski od kolegi Yasia. „...Pentagon płonie, wiecie kto za tym stoi – módlcie się...”. Powiewa końcem świata. Jakąś globalną klęską.
My tu w górach, a co tam się w tym świecie dzieje? Dopiero w drodze powrotnej do Polski dowiadujemy się o tragedii World Trade Center. Następnego dnia część ekipy wyrusza na lekko na wycieczkę w okolice Serboty, a część odpoczywa w schronisku. Kolejny dzień to wspinaczka na Negoiu. Tym razem już z całym dobytkiem. Droga jest dobrze oznaczona. Idzie się fajnie po skałach. W końcu cała 10-tka dochodzi na Virful Negoiu (2535m n.p.m.) drugi co do wysokości szczyt Fagaraszy. Świeci słońce, widoki piękne. W oddali widać Moldoveanu (2543m n.p.m.) najwyższy szczyt tych gór. Jakiś czas spędzamy na wierzchołku sycąc się pejzażami.
Dalej schodzimy w stronę stawu Caltun. Część żlebem Doamnei, ja stromym żlebem Drakuli. Po drodze spotykam rumuńską wycieczkę. Rozmawiamy chwilę i idziemy dalej. Spotykamy się na dole. Staw jest piękny, otoczony przez potężne szczyty, aż się prosi by tu na dłużej pozostać. Tym bardziej, że jest tu górski schron. W środku znajdujemy trochę polskiej żywności. Nasi tu byli :).
Jednak większość decyduje by iść dalej. Wleczemy się na końcu z Ewą i Mateuszem. Tego samego dnia docieramy nad jezioro Bilea Lac. Decydujemy się na nocleg nie w schronisku tylko pod namiotami. Spanie na 2100m n.p.m. Był to rekord wysokości noclegu w namiocie pobity dopiero na Kaukazie.
| Oceń relację |
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















