Ukraina - część I
Ania i Jurek Danielewicz Wyświetlono: 504 razy 2006-02-22 16:46:49![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.08 (53 głosów) |
Ukraina - część I
http://www.jdan.friko.pl/
Na pomysł wyjazdu na Ukrainę wpadł mój kolega, absolwent filologii słowiańskiej – Yasioo. W owym czasie wydawał się to pomysł istnie szalony. Ukraina – dziki kraj, mafia, napady, złodzieje i w ogóle. Rodzice nie byli zachwyceni tym pomysłem. Miał być to wyjazd turystyczno – krajoznawczy połączony z chodzeniem po górach. Zabraliśmy się więc za organizację. We Lwowie załatwiliśmy noclegi u znajomej Yasia. W Kijowie mają misje Dominikanie, więc uderzyliśmy tam mailowo i zgodzili się. W Odessie natomiast są ks. Salezjanie, więc zdobyliśmy do nich maila i napisali. Także zgodzili się nas przenocować. Wyruszyliśmy w lipcu 2000r. Pociągiem do Przemyśla, a stamtąd autobusem do Lwowa. Z dworca w Przemyślu odchodzą także autobusy do Suczawy w Rumunii. Działało to na wyobraźnię, świat jest mały. Jechaliśmy ukraińskim autobusem. Już na granicy mieliśmy okazję spotkać się z miejscowym „folklorem”. Zamiast płacić obowiązkowe ubezpieczenie zarządzono powszechną zbiórkę po 12 hrywien dla pani celnik. Potem bez problemu pojechaliśmy dalej. Lwów nie robił najlepszego wrażenia. Brudno, betonowe blokowiska. Jakimś busem dojechaliśmy do centrum a potem do mieszkania Pani Teresy. Ta przyjęła całą naszą szóstkę z iście słowiańską gościnnością. Zapewniła nocleg, częstowała jedzeniem. Jej córka oprowadzała nas po Lwowie. Mogliśmy bezstresowo pozwiedzać to miasto i powoli złapać jego klimat. Miasto bardzo ładne, dużo zabytków, choć zaniedbane. Widać, że ludzie żyją biednie. Natomiast chałwę mają w cenie 5zł/kg. Korzystamy więc z tego dobrodziejstwa ile się da. We Lwowie są też problemy z wodą. Jest tylko przez jakiś czas w określonych porach dnia. Po kilku dniach ruszamy w podróż do Kijowa. Pani Teresa pomaga nam kupić bilety i odprowadza na dworzec. Mówi, że Ukraina to trochę dziki wschód, ale tylko trochę. Pilnujemy się więc bacznie. Wchodzimy do naszego wagonu. Znajdujemy miejsca. Jest już wieczór, ciemno, obcy ludzie w około. Wagon plackartny, więc wszyscy razem. Zestresowani i pełni obaw jakoś przesypiamy noc. Rankiem dojeżdżamy do Kijowa. Jakoś nic się stało – żyjemy.
| Oceń relację |
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
























