Przez góry złote, bardzkie i sowie.
Mendel Wyświetlono: 757 razy 2004-01-25 16:26:12![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.00 (33 głosów) |
Wysiedliśmy z autobusu w Radochowie całkiem rześcy, mimo całonocnej podróży pociągiem. Pierwszym punktem w planie była jaskinia - mimo, że niewielka to spodobała się nam.
Widać, że kiedyś była zamknięta - były tam jakieś ślady krat, ale teraz nie - kręciło się tam jednak paru turystów. Potem trochę pobłądziliśmy szukając miejsca o nazwie "Dzika Dolina" - ta moja słabość do nazw - ale w końcu jakoś powróciliśmy na szlak. Był kwiecień, ale było ciepło - słoneczny dzień, jednak w zacienionych miejscach i na poletkach leżał jeszcze śnieg.
Cały dzień wędrowaliśmy przez Góry Złote by wieczorkiem rozbić obóz w okolicach przeł. Kłodzkiej, a tam właśnie zaczynają się Góry Bardzkie - gdzie dokładnie? Już nie pamiętam - na pewno w lesie. Drugi dzień to masz przez pierwszą część Gór Bardzkich, aż prawie do Barda Śląskiego, a nocleg na dość sporym zalesionym stoku tuż koło Barda właśnie i jak się rano okazało tuż pod zakrętem drogi, gdzie rano obudził nas przejeżdżający ciągnik - to była prawdziwa niespodzianka. Rano pełni niechęci wysunęliśmy się ze śpiworów (było to dawno, a jeszcze to pamiętam...), świat był szary, a wszystko oblepiała wszechobecna wilgoć - gdyby nie nasz przyjaciel denaturat byłyby nici z herbatki (było to jeszcze w tych czasach gdy palnik gazowy uważaliśmy za tzw. "festyn" czyli noszenie niepotrzebnych rzeczy - ale, jeszcze coś wtrącę - mówcie co chcecie, ale herbata z menachy na ognisku smakuje najlepiej).
Marsz w kierunku Srebrnej Góry szedł nam opornie, a po drodze oczywiście jeszcze zaczęło padać, chwila przerwy w paśniku (on wciąż tam jest!) nieco podreperowała
nasze morale, a liczyłem na to, że wizyta w sklepie spożywczym w Żdanowie (a wiedziałem, że on tam jest jeszcze z wypadu do fortów chyba w lutym 88 roku) pozwoli nam dociągnąć do Srebrnej Góry. Zalegliśmy w schronisku, cosik tam zjedliśmy i ... oczywiście nie było miejsc, a chcieliśmy się trochę podsuszyć, aby jakieś choróbsko nie rozłożyło nam wyjazdu. Jakiś życzliwy poinformował nas, że na dole w Srebrnej jest hotel - "Wacuś".
Słowo się rzekło - zaczęliśmy szukać "Wacusia", a znalezienie nie było trudne, po drodze zasięgnęliśmy jeszcze języka u mieszkańca fortu "Harcerz" (ale o tym później). Udało nam się nawet otrzymać pokój dwuosobowy w którym wyrzuciliśmy wszystkie bambetle i namiot aby przeschły, a sami udaliśmy się do baru wysączyć piwo pod jakiś "wurst". Nawet łazienka nie popsuła mi humoru, gdzie z każdego roku łypał czułkami gronkowiec, a tynk sypał się ze ścian... była ciepła woda, mimo sporego ruchu w
hotelu. Po kąpieli zasnąłem jak kamień i obudziłem się rano..., a podobno było tak - Jurek miał kłopoty zaśnięciem, a może raczej nie zdążył zasnąć przed rozpoczęciem imprezy.
W hotelu wspólnie z nami była...
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















