940 kilometrów wiosłowania, prawie miesiąc samotnie w kajaku. Długie noce, krótkie dni. Zmęczenie, niewygody, jednym słowem spora dawka niebanalnej przygody.
GRUDNIOWY SPŁYW WISŁĄ - dzień 17


Rafał Lipkowski2006-02-22 00:28:41
Wyświetlono razy (ostatnio: )
http://republika.pl/male_eskapady/
Na pewno nie sąsiada po szklankę cukru - dzień 17
Dzisiaj zrobiłem 62km. i zatrzymałem się w Świeciu, czyli według planu. Początek był prosty, potem rzeka znowu zaczęła lawirować. Widoki jakoś niespecjalne były. Chociaż co ja pisze o widokach. Zmęczenie daje się wyznaki, przez co cholernie nie chce się wiosłować a co dopiero wypatrywać jakowychś ciekawostek, urokliwych miejsc, widoków.
Jutro zrobię 70km., pojutrze 60km., i w sobotę na przystani. Z jednej strony trochę się cieszę a z drugiej-szkoda się rozstawać z tym koczowniczym życiem. Trochę polubiłem tą samodzielność i nie zależność, ale tylko trochę.
Od samego rana towarzyszy mi mróz. Kiedy wypływałem zmarzła mi jedna ręka i za cholerę nie mogłem jej rozgrzać, co chwile przestawałem wiosłować by przywrócić jej ciepłotę. Na szczęście w końcu się udało i dalsza część dnia przeszła bez ekscesów. Trochę brakowało słodyczy, mojego ulubionego dopalacza. No cóż tak to bywa, gdy ktoś nie potrafi sobie odpowiednio racjonować żywności. Wszystko mnie drażniło to kamizelka, to było mi za gorąco, albo za zimno. Chyba potrzebuje odpoczynku.
Jak już pisałem wcześniej wylądowałem gdzieś w okolicach Świecia na 813km. Ciekawe miejsce. Na lewym brzegu, na którym się rozbiłem, były olbrzymie i strome pagórki. Do tego stopnia strome, że podczas wyprawy do sklepu musiałem wdrapywać się na niemal na czworaka. No i na tych pagórkach, znajdują się odizolowane od świata domostwa. Samotne ciche i spokojne. Niedaleko od miasta, a niedostępne jakby na jakimś pustkowiu były. Nie poznałem żadnych autochtonów. Wszyscy pozamykani w swoich własnych małych twierdzach nie reagowali na moje dobijanie się do ich drzwi. Światła się świeciły, ale może nikogo nie było, albo po zachodzie słońca nie otwiera się tu drzwi nieznajomym. Z drugiej strony, kogo by mogło tu przynieść o tak dziwnej porze. Na pewno nie sąsiada po szklankę cukru. Mam wodę i czego bym mógł więcej potrzebować? Wyśmienita kolacyjka na wieczór poprawiła mi nastrój. Zaopatrzyłem się w sklepie w czekoladę tak że jutro będą dopalacze. Są słodycze, jest słodko i wesoło.
Zobacz zdjęcia:
Polska
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























