940 kilometrów wiosłowania, prawie miesiąc samotnie w kajaku. Długie noce, krótkie dni. Zmęczenie, niewygody, jednym słowem spora dawka niebanalnej przygody.
GRUDNIOWY SPŁYW WISŁĄ - dzień 14


Rafał Lipkowski2006-02-22 00:21:05
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Czyli jest prawie jak w domu.
Nie wiem czy mam rację, ale tak sobie myślę, że chyba najdłuższe mosty na Wiśle są właśnie w tym mieście.
Dzięki Robertowi Lipowskiemu, mieszkańcowi tego grodu i mojemu internetowemu przyjacielowi, wiedziałem, że pierwsza przystań jest przed mostem a następna za mostem. Czyli była szansa na ciepły nocleg. Może jakieś kompanko? Na pierwszej opcji noclegu w przystani wioślarskiej, zagadnąłem mężczyznę, który właśnie się wbijał do ichnich apartamentów. Trzeba im przyznać, że zaplecze noclegowe mają całkiem przyzwoite. Tak, że byłem pewien sukcesu.
- Czy była by możliwość wykupienia sobie u was noclegu? – zapytałem. Zaskoczony mężczyzna, rozejrzał się jakby szukając źródła dźwięku, poczym zlokalizował mnie wzrokiem.
- Wie pan niby tak, ale najpierw musi wyrazić zgodę rada nadzorcza
- A kiedy by się ona mogła zebrać – zapytałem, w końcu byłem zainteresowany noclegiem.
- No wie pan jakoś w ciągu tygodnia. A dla ilu osób i w jakim terminie?
- No dla mnie. Dzisiaj. I to z kajakiem. Odparłem rozbawiony, no i lekko zirytowany sytuacją.
Oczywiście noclegu nie dostałem. Mogłem jedynie zostawić kajak. No i zostawiłem go na trochę. A sam wybrałem się na poszukiwania drugiej przystani. Była to przystań jachtowa Morka, która znajduje się dokładnie na 633km. Zadzwoniłem. Przywitał mnie, szczekaniem, piękny wilczur, a zanim starszy miły człowiek. Pilnował tego obiektu. Był swoistego rodzaju bosmanem. Zapytałem czy będzie można tu zostawić mój sprzęt i rozbić się z namiotem na ogrodzonym terenie. Wiedziałem, że nie mają tu miejsc noclegowych, natomiast takie rozwiązanie dawało mi szanse, na odwiedzenie miasta. Starszy człowiek zgodził się, kiedy mu powiedziałem, dokąd i skąd płynę. Natychmiast pobiegłem po kajak, i zaraz też nim przypłynąłem. Cieszyłem się, że chociaż tyle udało mi się załatwić. Oczywiście, kiedy dopłynąłem czekała mnie niespodzianka, otóż, znalazła się kanciapka na nocleg. Ciepła, przytulna, co prawda bez łóżka, ale i na to znalazła się rada. Do spania dostałem materace z jachtów.
Rozgościłem się i wybrałem na miasto. Naprawdę warto odwiedzić bynajmniej nocą. Dużo świateł, no i ten nastrój świąteczny na ulicach. Błąkałem się samotnie. Wstąpiłem na koncert hevy metalowy do jakiegoś klubu. Koncert się skończył, to poszedłem do pizzerni cosik przekąsić. Wszędzie ładnie. Wszędzie sympatycznie. Tyle, że samotnie. Uświadomiłem sobie, że to uczucie dotyka nas najdotkliwiej, gdy jesteśmy pośród ludzi, podczas tak zwanego wypoczynku. Do tej pory, w lesie na wyspie czy na łące nie miałem czasu na to by być samotnym. A tu niestety tak.
Zobacz zdjęcia:
Polska
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:



















































