940 kilometrów wiosłowania, prawie miesiąc samotnie w kajaku. Długie noce, krótkie dni. Zmęczenie, niewygody, jednym słowem spora dawka niebanalnej przygody.
GRUDNIOWY SPŁYW WISŁĄ - dzień 12


Rafał Lipkowski2006-02-22 00:15:43
Wyświetlono razy (ostatnio: )
http://republika.pl/male_eskapady/
Nieciekawy dzień - dzień 12
Obudziły mnie dzwony. Czyżby dzisiaj jakieś święto? Chyba nie niedziela? Prawdę mówiąc nie bardzo mam pojecie, jaki dziś dzień tygodnia. Ale co to ma za znaczenie. W pierwszych promieniach słońca, ujrzałem Wisłę. Szeroka na 600-800m, a w oddali znowu widać wyspy. Pisze w pierwszych promieniach, ponieważ faktycznie było tak, że nieliczne promyczki przebijały się przez grubą warstwę chmur.
Wiosłowanie, wiosłowanie i jeszcze raz wiosłowanie tylko to słowo szumiało mi w głowie. Byłem już dobrych kilka godzin na wodzie a ciągle nie mogłem odnaleźć kilometrowania drogi wodnej. Żadnej tabliczki, żadnej cyferki, nijakiej wiadomości ile mam jeszcze przepłynąć. To dziwne spotykając takie znaki, co kilometr drażniło mnie, że to dopiero kilometr przewiosłowałem. Teraz cały dzień ich nie widząc też mnie to drażni. I jak tu człowiekowi dogodzić.
Zmierzch przychodzi z dnia na dzień coraz szybciej. Coraz mniej czasu spędzam na wodzie za dnia coraz więcej w nocy. Niby nic specjalnego, ale jakoś nie działa to mobilizująco na moją psychikę. Teraz już sam nie wiem, co daje poczucie większego bezpieczeństwa, światło dnia czy ciemność. Bez wątpienia każdy dzień przynosi nadzieje, nowe siły. Z drugiej jednak strony jak często w dzieciństwie chowaliśmy się pod kołdrom w zupełnej ciemności by nie odczuwać strachu, by znaleźć ciepło i bezpieczeństwo. Tak płynąc i rozmyślając w końcu odnalazłem upragniony numerek 497, ale to chyba pomyłka. Czyżbym przepłynął już 49km.? 498km. a jednak prawda. Niesamowite uczucie nagle dowiedzieć się, że już się jest prawie u kresu kolejnego odcinka. 2km. i koniec dzisiejszego etapu.
Miały być 2km., ale jakoś się rozhulałem. Widoki nie są urzekające,natomiast Warszawa coraz bliżej. Może dotrę do stolicy. Było by fajnie.
No i dotarłem. Gruba berta, którą widywałem w starych polskich czarno-białych filmach, nie jest niczym specjalnym. Zresztą, czego ja się spodziewałem? Minąłem jakiś pomnik, (potem się okazało, że tu jedynie jest jakaś przystań). Potem mosty w pełnej krasie świateł. Gdyby nie zimno było by wspaniale, ale i tak było nieźle.
Co za parodia nocleg wypadł mi pod mostem Gdańskim w namiocie. Tego się nie spodziewałem. Jednym słowem stałem się kloszardem śpiącym pod mostem. Z tym, że oni tu chyba nie sypiają.
Zobacz zdjęcia:
Polska
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























