940 kilometrów wiosłowania, prawie miesiąc samotnie w kajaku. Długie noce, krótkie dni. Zmęczenie, niewygody, jednym słowem spora dawka niebanalnej przygody.
GRUDNIOWY SPŁYW WISŁĄ - dzień 11


Rafał Lipkowski2006-02-22 00:13:14
Wyświetlono razy (ostatnio: )
http://republika.pl/male_eskapady/
A ja właśnie do Gdańska - dzień 11
Długo nie mogłem się zebrać, całą noc wiało. Dobrze, że rozbiłem się w krzakach, dzięki temu tylko słyszałem podmuchy a nie odczuwałem ich na własnej skórze. Wystarczy, że noc była mroźna. Może nie pisałem tego wcześniej, ale mój namiot nie jest niczym innym jak moskitierą z tropikiem. Każdy powiew wchodzi przez jedną ścianę a wychodził drugą, ot taki niedopracowany sobie punkt wyprawy. Poza tym sprawował się wzorowo.
Wystartowałem późno, cały czas miałem nadzieje, że przestanie wiać. Ale nie przestało, a płynąć trzeba. Lepiej płynąć pod wiatr za dnia, niż po nocy.
Było ciężko nie jakoś tam ekstremalnie, ale ciężko. Czułem, że mam jeszcze duży zapas sił tyle, że czasami coś wysiada, dopada mnie jakieś znużenie, zniechęcenie. I tak było teraz. Wiosłowałem coraz wolniej i wolniej. Przesuwałem się, ale bez entuzjazmu. Nie pomagała kolejna dawka słodyczy (taki sobie dodatkowy zastrzyk energii). I wtedy to dostałem sms-a od Zygi -czekamy na ciebie w Gdańsku wiemy, że dopłyniesz. Oj powiem wam, że zmęczenie opadło. Wiosło pracowało raz za razem i prędkość była całkiem przyzwoita. Nie przeszkadzał wiatr, nie przeszkadzała fala. Zakładam, że płynę dla siebie, ale tak się zastanawiam czy robiłbym to gdybym był ostatnim mieszkańcem naszej planety? Czy dbałbym o kondycje? O wygląd? Jak bym przeżył swoje życie?
Na 440km kolejna elektrownia albo elektrociepłownia. Jeżeli trzeba ją ominąć tak jak tą w Połańcu to chyba będzie koniec mojej trasy na dzień dzisiejszy. Klucząc pomiędzy wyspami, podpłynąłem do obsługi promu.
- Dzień dobry. Czy przepłynę obok tej elektrociepłowni? – Zapytałem
- A przepłynie pan i dopłynie pan do Warszawy a nawet do Gdańska – odparł mężczyzna z uśmiechem – a dokąd pan płynie?
- A ja właśnie do Gdańska – odparłem
- O tej porze roku, przecież pan zamarźnie
Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo prąd poniósł mnie w kierunku przeszkody. Widziałem tylko wyraz zdziwienia na twarzy mojego rozmówcy.
Faktycznie nie było problemu. Budynki stały na lewym brzegu i w żaden sposób nie ingerowały w nurt Wisły.
Lawirowałem pomiędzy wyspami. Są duże i jest ich dużo. Na jednej z nich dostrzegłem lisa, siedział na skraju i jakby kombinował jak tu się przedostać na drugi brzeg. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, – co ty robisz palancie? Domu nie masz czy co?
Pod wieczór spotkałem ludzi na łodzi. Myślałem, że stoją na mieliźnie, więc długo stałem w pewnej odległości zastanawiając się czy nie potrzebują pomocy. Kiedy zdecydowałem się do nich podpłynąć odpalili silnik i popłynęli w przeciwnym kierunku. Cała sytuacja wyglądała jak bym ich wystraszył. Ale co by mogli takiego robić by uciekać przed kajakarzem?
Rozbiłem się pod nowo budowanym wałem już po zmierzchu. Zostawiłem kajak, i na spacerek po jedzonko, a szczególnie po słodycze, bo miałem już ich deficyt w zapasach. Zajęło, godzinkę nim znalazłem sklep przy drodze. Po spacerku jedzonko i do łóżeczka.
Zobacz zdjęcia:
Polska
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























