940 kilometrów wiosłowania, prawie miesiąc samotnie w kajaku. Długie noce, krótkie dni. Zmęczenie, niewygody, jednym słowem spora dawka niebanalnej przygody.
GRUDNIOWY SPŁYW WISŁĄ - dzień 9


Rafał Lipkowski2006-02-22 00:08:59
Wyświetlono razy (ostatnio: )
http://republika.pl/male_eskapady/
Kazimierz Dolny - dzień 9
Do sklepu nie poszedłem, po co? Dzisiaj tylko 30km. i będę w tym słynnym Kazimierzu. Jest to miasteczko położone u ujścia Grodarza do Wisły, gdzieś na 360km. Powstało w XIII w. na miejscu osady Wietrzna Góra. Okres świetności przeżywało w wieku XVII dzięki rozwojowi handlu zbożem, na którym to wzbogaciły się kazimierzowskie rody mieszczańskie. Z tego okresu pochodzi większość zabytków w miasteczku. Po wielkim upadku, uroda miasteczka zostaje odkryta przez artystów i dzięki nim, a szczególnie malarzom, miejsce to magnetyczną siłą przyciąga coraz większe rzesze jego miłośników. Nie ma tu blokowisk i innych zdobyczy okresu komunistycznego. Już się nie mogę doczekać, kiedy tam dotrę. Tym bardziej, że umówiłem się z Dorotą „pisarką” z Dziennika Wschodniego. Wiecie sława i te sprawy, to człowieka pociąga. No i w końcu będzie można porozmawiać z jakąś kobietą, a nie ciągle tylko z sobą i z sobą.
Umówiłem się na 14.30 a na miejscu byłem już o 12.00 czyli miałem wystarczająco czasu by załatwić kwaterę i miejsce na przechowanie sprzętu. Kajak zostawiłem na małej przytulnej przystani. Natomiast nocleg – a co ja będę mówić. Załatwiłem sobie kwaterę, na którą mnie nie stać. Utargowałem, całe 10 złotych a i tak miałem jeszcze pięćdziesiąt do zapłacenia. Niby takie przytulne miasto a turystów traktuje się tu tylko jak maszynki do robienia pieniędzy. A żeby było śmieszniej za dwie osoby zapłaciłbym tyle samo.
Wykąpałem się, przebrałem i rozłożyłem rzeczy do suszenia. Nawet się nie spodziewałem, że o tej porze roku tak będę odczuwał różnice między dziczą a cywilizacją. Chyba wole tą pierwszą.
Zwiedziłem trochę miasto. No i doczekałem się dziewczyn. Przyjechały we dwie Dorota i Magda. Jedna pisała a druga robiła fotki, taki sobie babski teem. Wsadziły minie znowu w moje pływadło i kazały się uśmiechać. Było miło. Potem spędziliśmy wieczór w barze u Radka, gdzie odpowiedziałem na kilka pytań Doroty, sącząc piwo z pokala. Jednym słowem wywiad marzenie. Musze przyznać, że były to najsympatyczniejsze przedstawicielki mediów, jakie do tej pory spotkałem. I to nie dla tego, że były ładnymi kobietami, ale dla tego, że nie traktowały mnie tylko jak temat, rozmawiały ze mną a nie tylko zadawały pytania. Jeśli któraś to czyta to serdecznie pozdrawiam. Wszystko, co dobre musi się skończyć. Panie pojechały a ja jako traper poszukałem miejscowego szynku, co by coś przekąsić. I znalazłem. Nie pamiętam nazwy, ale było sympatycznie. Wszyscy się tu znali włącznie z właścicielką i barmanem, no i po niedługim czasie wszyscy znali mnie. Nie mówiłem jak się tu znalazłem, natomiast oni dużo mówili jak się mieszka w tym mieście. Miły wieczór aż się nie chciało wracać na kwaterę. Jednak wróciłem, sam w luksusie popijałem herbatkę, Słodką herbatkę. Te wszystkie wygody jakoś mi nie pasowały, czułem się samotny, obcy.
Zobacz zdjęcia:
Polska
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























