GRUDNIOWY SPŁYW WISŁĄ - dzień 7
lipkowski Wyświetlono: 270 razy 2006-02-22 00:04:32![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.78 (77 głosów) |
940 kilometrów wiosłowania, prawie miesiąc samotnie w kajaku. Długie noce, krótkie dni. Zmęczenie, niewygody, jednym słowem spora dawka niebanalnej przygody.
http://republika.pl/male_eskapady/
Jakie wino? - dzień 7
Zimno jak zwykle, a tu trzeba wybrać wodę po wczorajszym „testowaniu, niezawodności sprzętu.” Prawdziwa rozkosz. Naprawdę polecam to zajęcie w nudne, mroźne grudniowe ranki.
Dzisiejsza droga zaczęła się w starym korycie Wisły i była naprawdę urocza. Płytka, często wyschnięta, o leniwym nurcie w niczym nie przypominała królowej polskich rzek. Lekkie promyki słońca dodawały mi otuchy i chęci do dalszego wysiłku. Niestety, ta sielanka nie trwała zbyt długo, znowu wpłynąłem w główny nurt. Odpływałem pozostawiając za sobą posępny zarys elektrowni Połaniec. Pojawiło się dużo chmur, no i znowu szaro, chłodno i nie ciekawie. Wiosłowałem ponad trzy godziny, i uporczywie starałem się wypatrzyć coś ciekawego, jakiś niesamowity brzeg, budowle, by mieć, o czym opowiadać po powrocie, jednakże bez skutku. Może to, co mijałem i było ciekawe, ale monotonne. Szerokie koryto. Brzegi porośnięte trawą, czasami jakieś drzewo bądź plaża i o czym tu opowiadać. Pod wieczór, czyli gdzieś o 14.00 dotarłem do Sandomierza. Nigdy bym się nie spodziewał, że to takie piękne miasto. Jednak pomimo jego piękna opuszczałem je w pośpiechu i z niesamowitą ulgą. Ale może od początku.
Po dopłynięciu jak się można było spodziewać, nie znalazłem żadnej przystani ani miejsca, w którym mógłbym zostawić moje pływadło. Wpłynąłem do małej zatoczki na lewym brzegu, prawdopodobnie ujście jakiejś rzeczki. Urokliwa, aż się prosi o pomost, może przystań. Czy tu ludzie nie interesują się żadnymi sportami wodnymi?! Na lewym brzegu tej zatoczki był jakiś parking, placyk do nauki jazdy i siedlisko młodych gniewnych. Siedzieli w samochodach pociągali z flaszek i jarali fajka po fajce. Ciągle mnie zadziwia, że można użyć tylu wulgaryzmów w prostym zdaniu. Zostawiłem kajak zacumowany w krzakach, nie wiem, czemu ale obawiałem się go zostawić na otwartej przestrzeni i pójść do miasta. Na drodze, odniosłem wrażanie, że ludzie obawiają się mnie bardziej niż tamtych młodych, na parkingu.
To dziwne jak różnie można być postrzeganym w różnych sytuacjach. Jednym słowem potwierdziło się przysłowie „Jak cię widzą, tak cię piszą.” Dzisiaj była niedziela: a ja w kaloszach, zabłoconych spodniach i jaskrawo pomarańczowej lumpiarskiej kurtce, no i czapka przypominająca skarpetkę założoną na głowę. I czemu ja się dziwie? Cel mojego spaceru po mieście był czysto praktyczny. Chciałem kupić chleb, którego nie jadłem od początku wyprawy, wodę i nóż, którego też zapomniałem. Znalazłem sklep i stanąłem w kolejce.
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

















