940 kilometrów wiosłowania, prawie miesiąc samotnie w kajaku. Długie noce, krótkie dni. Zmęczenie, niewygody, jednym słowem spora dawka niebanalnej przygody.
GRUDNIOWY SPŁYW WISŁĄ - dzień 2


Rafał Lipkowski2006-02-21 23:52:06
Wyświetlono razy (ostatnio: )
już na 16km. Potężna budowla z betonu i stali. Widziałem już śluzy, ale powiem szczerze spodziewałem się czegoś mniejszego, przecież to dopiero początek rzeki. Sama komora ma 12m szerokości, 190m długości. Powiecie pewnie, że nie wiele, tyle, że trzeba jeszcze dodać wrota i awanporty to będzie długość jakichś czterech boisk piłkarskich. Czy to nie piękne, już cieszyłem się na wizje przenoski, bólu w plecach, i ślizgania po nadbrzeżnym wale. Całe przedsięwzięcie zajęło mi blisko dwie godziny. Zdobyłem pierwsze rysy na dnie nowiutkiego kajaka, ześliznął mi się po betonie, no i zapewne nie ostatnie. Och, jaki żal, jaka rozterka. Podczas przenoski zadzwonił jakiś redaktorzyna. Pytał – gdzie jestem? Po co to robię? i kiedy będę w Krakowie? Ja stojąc na kamiennym zejściu trzymając w jednym ręku kajak w drugim telefon i walcząc by się nie ześliznąć, odparłem. – właśnie mam przyjemność przenosić kajak na śluzie w Dworach. Polecam prawdziwa rozkosz. – odparłem niby żartobliwie – A dlaczego? sam się w tej chwili zastanawiam. Uginając się pod ciężarem ekwipunku. To ma być spływ?!
Kiedy znowu znalazłem się na wodzie, było już ciemno, nie późno, ale ciemno. Byłem zmęczony. Nie tyle wiosłowaniem, co noszeniem. Chyba nie chciałbym pracować w przeprowadzkach. Bynajmniej nie sam.
Następna śluza, Smolice, zastąpiła mi drogę na 20km. Postanowiłem dzisiaj z nią nie walczyć. – nazbieram sił na jutro – pomyślałem – a dzisiaj zdobędę wodę i rozejrzę się w terenie, jak tu ją podejść, lub raczej obejść. – miałem oczywiście na myśli śluzę. Wyslipowałem się i rozbiłem tuż przy pierwszych wrotach. Rewelacyjne miejsce. Nie wiem, czemu nie utworzyli tu kampingu. U góry droga, z boku jakieś roboty ziemne, a na wprost śliczna betonowa ściana chroniąca przed wiatrem. Czyż nie urokliwe miejsce. Podczas spaceru, zdobyłem wodę, u obsługi obiektu i dowiedziałem się, że z rana mnie przeprawią. Och, jaka ulga. Korzystając z darmowego światła latarni posłałem sobie łóżeczko i upichciłem pierwszy posiłek. Potem mała lekturka mapy, wieczorna gorzka herbatka i udałem się w objęcia Morfeusza.
Zobacz zdjęcia:
Polska
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:



















































