940 kilometrów wiosłowania, prawie miesiąc samotnie w kajaku. Długie noce, krótkie dni. Zmęczenie, niewygody, jednym słowem spora dawka niebanalnej przygody.
GRUDNIOWY SPŁYW WISŁĄ - dzień 1


Rafał Lipkowski2006-02-21 23:49:44
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
http://republika.pl/male_eskapady/
Popijaliśmy kolejne piwko i bawiliśmy się setnie - dzień 1
Pół roku przygotowań do podróży. Oczywiście mniej lub bardziej intensywnych. Rozpaczliwe szukanie transportu dla sprzętu. Co cosik znalazłem to chwile później dowiadywałem się, że jednak nic z tego. I tak cały tydzień. Prawdę mówiąc powoli traciłem nadzieje, że się uda chociażby wystartować.
Dzisiaj jadę na miejsce przeznaczenia, do ludzi których nie znam. Jadę z przyjacielem, który od tak wsiadł sobie w pociąg tylko po to aby pomóc mi na starcie tej wyprawy. Czy ja bym to dla niego zrobił? Prawdę mówiąc myślę że tak. Nie dla każdego, ale dla niego na pewno.
Zastanawiamy się co wyjdzie z tej eskapady. Czy kajak który zataszczyliśmy na własnych barkach do firmy kurierskiej już dotarł? Jak nas przyjmie rodzina Antoszów? No i w końcu jak wygląda Wisła na miejscu mego startu? Jechaliśmy IC do Krakowa. Popijaliśmy kolejne piwko i bawiliśmy się setnie. Szkoda tylko, że to nie nasza wspólna wyprawa, szkoda że nie będziemy wiosłować pospołu.
W Krakowie balanga. Bagaże wrzuciliśmy do skrzynki a sami na miasto. Popodziwialiśmy piękne widoki, no i oczywiście obżarliśmy się pizzą. Muszę się pochwalić miałem telefon komórkowy, a dziennikarze nie wiadomo skąd mieli mój numer. Przez moment poczułem się jak gwiazda, ale po szóstej czy siódmej rozmowie i ciągle tych samych pytaniach, miałem dosyć. Nacisnąłem przycisk i wyłączyłem moją więź ze sławą.
Do Bierunia dojechaliśmy po 20.00. Zyga zapytał taksówkarza o drogę i nie mówiąc mi jaki nas czeka pieszy odcinek poprowadził do naszych gospodarzy. Prowadził, prowadził a miejsca przeznaczenia dojrzeć się nie dało. Tylko powtarzał z radością - Rafał masz już dosyć? bo jak tak to powiedz. No to co masz już dosyć? - Nie miałem dosyć ani ja ani on, po prostu dobrze się bawiliśmy wędrując trzy kilometry po szosie z bagażami. Nasi dobroczyńcy, u których mieliśmy nocować przyjęli nas z radością, bynajmniej sprawiali takie wrażenie. No i oczywiście czym chata bogata faszerowali nas jedzeniem którego nie byliśmy w stanie „przerobić”, takie były tego ilości. Po co żarliśmy tą pizze?.
Zobacz zdjęcia:
Polska
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























