KAUKASKA ODYSEJA - Niby wracamy - Kariera przemytnika
lipkowski Wyświetlono: 200 razy 2006-02-20 23:57:21![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.84 (38 głosów) |
Najwyższe szczyty Europy. Miesiąc akcji górskiej. Granice; klimatyczna, polityczna i kulturowa. Ryzyko, przygoda a na pewno niesamowity wysiłek. I wszystko to w górach Kaukazu. <br />
http://republika.pl/male_eskapady/
Nie zdążyliśmy na pociąg, a Grzesiek pomimo mojego sprzeciwu pozostawił trawę w worku.
– Nic – pomyślałem naiwnie. – Jakoś to będzie. - I jakoś było.
Trzeba zaznaczyć, dla tych co nie bardzo interesują się tymi rejonami, że Mineralne Wody i okolice w oczach Rosyjskich władz uważane są za rejon zapalny i terrorystycznie niebezpieczny. Tuż przy stacji znajduje się jednostka antyterrorystyczna. Milicja różnej maści ( bo jest tu kilka rodzajów milicji) patroluje okolice dworca. Mijaliśmy różne mundury. Patrole z kałasznikowami, których posiadacze nosili je jakby to były dziecięce zabawki. Palec często na spuście, nie wiem czy był objawem gotowości czy głupoty. Ta mnogość stróżów prawa nie dawała poczucia bezpieczeństwa, a wręcz przeciwnie napawała raczej lękiem, niepokojem. Ale to chyba urok tego kraju takie pozostałości po reżimie, który co prawda minął, ale nie do końca.
Kombinowaliśmy z przejazdem. Najpóźniej jutro musieliśmy opuścić Rosje (kończyły nam się wizy), a tu żadnego połączenia. Na dodatek nigdzie nie było kantoru, ani banku a u nas tylko zachodnia waluta, z którą nie wiele można zdziałać przy rosyjskich kasach. I tu na szczęście przyszła nam z odsieczą cywilizacja, bankomaty na światowym poziomie akceptujące kartę VISE ELEKTRON. Kilkakrotnie biegaliśmy z dworca do miasta i z powrotem. To w poszukiwaniu banku, potem jedzenia. Innym razem trzeba było wrócić po pin kod którego nikt nie pamiętał, a który był zapisany w notesie pozostawionym w plecaku (nasze plecaki zostały pod opieką towarzystwa z autobusu). A kiedy w końcu znaleźliśmy połączenie i zakupiliśmy bilety, zabrakło na dieng (pieniędzy) i znowu pędziliśmy do bankomatu. Takie bieganie najwyraźniej zaniepokoiło tutejszych stróżów prawa a na pewno zwróciło ich uwagę. W końcu podszedł do nas przemiły oficer w białej koszuli i poprosił o dokumenty. Wręczyliśmy paszporty, jeden czerwony drugi niebieski. Przejrzał uważnie i zapytał;
- A gdzie pieczątka na karcie imigracyjenej? – nie zdążyliśmy odpowiedzieć kiedy dokończył wypowiedź. - O szybko to wy z Rosji nie wyjedziecie. – Zabrał dokumenty i kazał iść za sobą.
Byłem nawet podekscytowany całą sytuacją, jednakże nie zachwycony. Trafiliśmy do baraku zaadoptowanego na komisariat. Staliśmy naprzeciw człowieka w podobnej mundurowej koszuli. Siedział za biurkiem i patrzał na nas jak na swoje kolejne ofiary wyzysku.
- No faktycznie nie ma daty - przeglądał paszporty z powagą. - A i gdzie wy niby byliście. Alpin baza Bezingi to nie adres.
- Ależ tak się pisze na listach które się tam wysyła. – Oponowaliśmy.
- I co wy tam niby robiliście? – Zapytał.
.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
















