• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

KAUKASKA ODYSEJA - Dżangitau - Walka o ogień

lipkowski Wyświetlono: 380 razy 2006-02-20 23:19:58
  Ocena:2.84 (69 głosów)


Najwyższe szczyty Europy. Miesiąc akcji górskiej. Granice; klimatyczna, polityczna i kulturowa. Ryzyko, przygoda a na pewno niesamowity wysiłek. I wszystko to w górach Kaukazu.
http://republika.pl/male_eskapady/

Spokojne życie pewnego plemienia zostaje przerwane wypadkiem w wyniku, którego gaśnie przechowywany przez nich ogień. Trzech młodych wojowników wyrusza na poszukiwanie nowego ognia, przemierzając sawannę, spotykając prehistoryczne stworzenia i inne plemiona... Któż nie pamięta sławetnego filmu Jean-Jacquesa Anauda „walka o ogień”, w którym nie padło nawet jedno słow.

Siedzieliśmy w namiocie na kolejnym biwaku. Nie posunęliśmy się dziś zbyt wiele do góry. Zaledwie 4-5 wyciągów potem kucie platformy w zawiei, śnieżycy i przy minimalnej widoczności. Teraz przemoknięci zmarznięci, planowaliśmy przyrządzić posiłek z ostatnich produktów, które nam pozostały. Rozstawiliśmy palnik i rozpaliliśmy naszą walkę o ogień. Dziwne, przeglądałem ostatnio różne tomiki wierszy by znaleźć coś ładnego o ogniu, płomieniach. I co? Oczywiście nic takiego nie znalazłem.

A tu na wysokości ponad 4000 metrów dopiero dostrzegliśmy, jakim jest dobrodziejstwem dla takich słabych istot, jakimi są ludzie. Walka rozpoczęła się od zapalniczki. Nie chciała się zapalić jednak po trzecim czy czwartym razie iskra rozświetliła mały płomyczek kuchenki gazowej. Zaczęliśmy topić śnieg.
- Podkręć Rekin trochę

I podkręciłem, co spowodowało wręcz przeciwny skutek od zamierzonego, płomień zgasł. Znowu męczenie zapalniczek, które jak dotąd nigdy nas nie zawiodły, a których nosiliśmy kilka na wszelki wypadek. Pocieranie, chuchanie na nie nic nie pomagało, uparcie broniły swej racji, nie poddawały się naszym perswazjom, po prostu nie dawały ognia. Ja byłem chłopcem z zapalniczkami, Grzesiek natomiast chłopcem z zapałkami. Gdzieś z tajemnych ów swego plecaka wydobył pełne, suchutkie pudełko zapałek.

- Na szczęście mamy zapałki. – Oznajmił.
- Widzisz jak w dobie postępu wracamy się do zapałeczek i te pewnie nas nie zawiodą. Już za trzecią próba rozpalił się płomyczek naszej kuchenki, jednak nie na długo. Po chwili zgasł.
- Może gaz jest za zimny – Zacząłem nacierać i grzać kartusz.

Kolejna zapałka, potem następna, a efekt mizerny, co ja pisze żaden. Zapałki nie rozpalały się. Po potarciu o draskę jedynie zażyły się, poczym gasły. E tam powiecie najwyżej byśmy nie zjedli ciepłego. Ale tam bez ognia, nie mieliśmy jak natopić wody, czyli picie odpadało, nie mieliśmy kanapek jedynie zupki w proszku, czyli jedzenie też nie wchodziło w grę. Grzesiek coraz bardziej wkurw.... . Ma chłopak taką właściwość, ze jak głodny to się szybko irytuje, a tu się zanosiło, że trochę po głodujemy.

- Nie, jutro musimy schodzić. – Zaznaczył stanowczo. - Nie ma pogody, śnieg mokry i jeszcze nie możemy rozpalić kuchenki.
Strona:  1, 2


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje

RosjaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju