KAUKASKA ODYSEJA - Dżangitau - Na ostrzu noża
lipkowski Wyświetlono: 109 razy 2006-02-20 23:15:43![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.04 (55 głosów) |
Najwyższe szczyty Europy. Miesiąc akcji górskiej. Granice; klimatyczna, polityczna i kulturowa. Ryzyko, przygoda a na pewno niesamowity wysiłek. I wszystko to w górach Kaukazu.
http://republika.pl/male_eskapady/
Nie wiem, czemu ale nie zmrużyłem oka. Całą noc wierciłem się, nic nie wypocząłem. Z Grześkiem zresztą było podobnie. Oboje wiedzieliśmy, że nie śpimy jednak żaden z nas nie odzywał się. – A nuż uda się zdrzemnąć przed świtem. - Krążyła mam taka nadzieja po głowach. Nie wiadomo, kiedy stała się 02.30. jeszcze nigdy tak wcześnie nie wstaliśmy a tego dnia o dziwo już o 03.30 byliśmy w drodze.
Szedłem powoli, natomiast Grzesiek wysforował się do przodu. Drażniło mnie to, że na mnie nie czeka a jego to, że się tak wlekę. Gdy dotarliśmy, do Dżangi już prażyło poranne słońce. Chciało się pić. Ja ciągle byłem jak w letargu. Na ogół tak to bywa w górach i przy innych ekstremalnych wyzwaniach, że tego, któremu danego dnia idzie lepiej drażnią słabości partnera. Tak też i było w tym przypadku. Przed wejściem w ścianę usłyszałem pytanie, podszyte lekkim wyrzutem.
- Co jest Rekin źle się czujesz?. – Nie wiem może to była i troska, ale zabrzmiało bardziej jak nagana.
Naprawdę trudno powiedzieć jak się będzie reagować na dane sytuacje dopóki się człowiek w nich nie znajdzie i myślę, że żaden z czytających moje bądź, co bądź subiektywne wypociny nie może na ich podstawie oceniać naszego zachowania czy też wyrabiać sobie opinii na temat danego człowieka, może jednak, bynajmniej mam taką nadzieję, poczuć atmosferę tamtych wydarzeń.
Wbiliśmy się w ścianę. Żenia pociągnął pierwszy wyciąg i coś mi się wydawało, że zamierzał pociągnąć wszystkie. Każdy wspinacz wie, że cała przyjemność w prowadzeniu. Trochę się obruszyłem, zwróciłem mu na to uwagę i już trzeci wyciąg był mój. Nie robiliśmy tego klasycznie, nie wymienialiśmy się szpejem, bo to by zajmowało zbyt dużo czasu. Podzieliliśmy się nim po połowie i łoiliśmy bez wymian. Całkiem niezłe rozwiązanie sprzętu w zupełności wystarczało. Wspinanie szło mi znacznie lepiej niż podejście pod ścianę. Szósta godzina wspinania potem ósma godzina wspinania. Zupełnie inne doświadczenie niż na Miseestau, tam łoiliśmy w lodzie tutaj po skale. Fajna odmiana jednak tempo znacznie wolniejsze. Moje samopoczucie poprawiało się z godziny na godzinę natomiast Żeni wręcz przeciwnie. To była jakaś regularność przez cały okres pobytu na Kaukazie formę mieliśmy na zmianę nigdy jednocześnie. Może to i dobrze przez to jeden ciągnął drugiego.
Po dziewięciu godzinach wspinania zaczęło zmierzchać, więc zdecydowaliśmy się na biwak. Nie doszliśmy tam gdzie powinniśmy, ale i to co urobiliśmy było niezłe. Wyrąbaliśmy platformę na wysokiej śnieżnej grani no i do śpiwora. Sam nie spodziewałem się, że można spać w tak na pozór nieprzyjaznych miejscach. To był mój pierwszy biwak w takim terenie, z lewej przepaść z prawej przepaść a my po środku, jakbyśmy leżeli na ostrzu wielkiego noża.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



















