KAUKASKA ODYSEJA - Missestau - Fani
lipkowski Wyświetlono: 82 razy 2006-02-20 23:02:42![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.19 (58 głosów) |
Najwyższe szczyty Europy. Miesiąc akcji górskiej. Granice; klimatyczna, polityczna i kulturowa. Ryzyko, przygoda a na pewno niesamowity wysiłek. I wszystko to w górach Kaukazu.
http://republika.pl/male_eskapady/
Kolejny raz przebudziłem się, właściwie trudno to nazwać przebudzeniem, po prostu wyjrzałem z pod folii. Stała się jasność. Nie był to jeszcze wschód słońca, jednak widoczność była doskonała. Powłoka śnieżna działała jak latarnia, odbijała światło ciał niebieskich, tworząc magiczny klimat, klimat obcego świata. Tak, uświadomiłem sobie, jaki ten świat jest mi obcy. Obcy to nie znaczy nieprzyjazny, chociaż od razu narzuca się takie skojarzenie. Obcy oznacza nie znany, taki w którym czas biegnie inaczej, w którym prawdy i prawa cywilizowanego świata nie mają zastosowania. W tym miejscu nie było prawa, ponad prawo natury. Nie planowałeś jutra, bo nie byłeś w stanie przewidzieć, co się wydarzy dzisiaj. Jednym słowem inny świat. Było ciemno, ale jasno, trudno to wytłumaczyć. Śmiało mogliśmy próbować kontynuować zjazdy, jednak otaczająca jasność nie grzała, to nie światło, które mogłoby ogrzać nas swymi promieniami. Wychłodzone ciała nie były skłonne do ruchu. Chcieliśmy ciepła, czekaliśmy na wschód słońca. Niedługo nastąpiła ta magiczna chwila . Najpierw zaczerwieniło się niebo następnie zaczęła się wyłaniać tarcza. Purpurowy okrąg oświetlał góry swym blaskiem jakby brał je w posiadanie. Promień po promieniu ogrzewał nasze zamrożone ciała i przywracał je do używalności.
Zaczęliśmy się zbierać. Klarowanie liny wyglądało nieco komicznie jednakże z każdym ruchem do ciała wchodziło ciepło. Ciągle byliśmy trochę zdrętwiali i przechłodzeni, ale znowu w akcji. Związaliśmy się i z lotną pokonaliśmy pokaźny śnieżny odcinek. Niebawem doszliśmy do miejsca, w którym nie dalej jak wczoraj odpoczywaliśmy. Trudno to nazwać półką skalną, był to raczej taras, bardzo dobre miejsce na biwak, oczywiście z namiotem.
Ściana, która zeszłego dnia zajęła nam 7 godzin nie bardzo nadawała się do zjazdów. Droga zejściowa prowadziła po żebrze skalnym znajdującym się na prawo do wczorajszej drogi, oczywiście patrząc w dół zbocza. Szybko pokonaliśmy taras. Odkryta skała była bardzo dobrym miejscem na stanowisko zjazdowe. Opuszczaliśmy się sprawnie, bez zaczepów bez błądzenia. Z góry widzieliśmy sporą liczbę osób pod pikiem kursanta. Siedzieli i obserwowali nasze poczynania, jak by było, na co patrzeć. Zrobiliśmy chyba z 10 zjazdów. Dom (namiot) był coraz bliżej. Zmęczeni osowiali i nie wyspani pokonywaliśmy napotkane trudności. Było coś przyjemnego w tym zmęczeniu, jakaś satysfakcja z przełamywania granicy własnej wytrzymałości. Nie tyle fizycznej, co psychicznej. Bo dopóki duch jest mocny to ciało wszystko zniesie.
Przedostatni zjazd i zaczep. Żadnemu z nas nie chciało się wracać po linę. Ja stałem Grzesiek kurwił.
- Jak mi się nie chce iść – Narzekał.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



















