KAUKASKA ODYSEJA - Missestau - Kibel
lipkowski Wyświetlono: 147 razy 2006-02-20 22:56:30![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.02 (61 głosów) |
Najwyższe szczyty Europy. Miesiąc akcji górskiej. Granice; klimatyczna, polityczna i kulturowa. Ryzyko, przygoda a na pewno niesamowity wysiłek. I wszystko to w górach Kaukazu.
http://republika.pl/male_eskapady/
Opuściliśmy namiot i poszliśmy na lekko, czyli tylko ze sprzętem wspinaczkowym. Chcieliśmy zrobić ten szczyt w jeden dzień. 1000m różnicy wysokości od naszego namiotu wydawało się w naszym zasięgu. Najpierw by znaleźć się pod Misses musieliśmy pokonać czoło lodowca. Grzesiek poszedł jego prawą stroną, ja natomiast zaatakowałem go frontalnie. Wolałem iść lodem i poćwiczyć kunszt dziabania. Jak się później okazało droga, którą obrałem była łatwiejsza i przyjemniejsza od ścieżki po kamieniach. Podejście było długie. U krańca czoła pojawiły się szczeliny. Gdy je ominąłem moim oczom ukazał się piękny widok Missestau. Cudowna biała pani, której oblicze wypełniało umysł pożądaniem i lękiem. Wspaniała lekko połoga ściana, okryta białą szatą śniegu i lodu, rzucała nam wyzwanie. Co ja mówię ona stała a my chcieliśmy ja zdobyć. Taka głupia natura człowieka.
- Nie to chyba nie ta droga – zaczął Grzesiek z przejęciem.
- Nie wiem. Ale nie wydaje się trudna – powiedziałem głośno jakby sam się do tego przekonując.
- Zobaczymy jeszcze po prawej może tam się da przejść.
Z prawej nie było przejścia. Jedynie urwiste zbocze z widokiem na lodowiec Bezingi. Lodowiec, który tak niedawno pokonywaliśmy.
Ruszyliśmy w ścianę. Poszedłem jako pierwszy, związany jedną złożoną liną połówkową by skrócić długość wyciągu. Nie zakładaliśmy przelotów, ponadto jedyne, co się dało zainstalować to śruby, a to było bardzo ryzykowne. Grzesiek zawsze powtarzał, że najwięcej odpadnięć jest podczas ich wkręcania.. Budowaliśmy jedynie stanowiska, bardziej lub mniej solidne. Czasami z dziab. Czasami ze śrub, stwarzając sobie iluzoryczną wizje bezpieczeństwa. 25m asekurowani, 25m prowadząc, jednym słowem 50m ciężkiej pracy a potem chwila wytchnienia i marźnięcia na stanowisku. 7 godzin bezustannej wspinaczki do pierwszego dłuższego postoju. Odrobina słodyczy i napoju napełniła nasze ciała nową dawką energii i dalej w drogę. Poszliśmy na prawo od skał po śniegu i lodzie. Pierwsze wyciągi były wymagające aczkolwiek nie trudne. Zmęczenie dawało znać o sobie. Grzesiek, Ja, potem Grzesiek i znowu ja. Wykonywaliśmy ciągle te same czynności, to było nużące. Robiłem kolejną długość liny, kiedy doszedłem do miejsca, z którego nie mogłem się ruszyć. Robiłem krok do góry a śnieg, który leżał na stromej tafli lodu obsuwał się całymi płatami. Dziaby nie trzymały, raki zsuwały się z połaciami śniegu. Głęboko trzonkami zabiłem dziaby robiąc w ten sposób stanowisko.
- Dalej nie pójdę. Twoja kolej.
- OK. idę.
Ruszył lewą stroną tam nie było śniegu tylko sam lód. Przemieszczał się powoli, ale do przodu. Wyminął mnie.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















