• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

KAUKASKA ODYSEJA - Giestoła - Spełnione marzenia

lipkowski Wyświetlono: 103 razy 2006-02-20 22:38:09
  Ocena:3.03 (66 głosów)


Najwyższe szczyty Europy. Miesiąc akcji górskiej. Granice; klimatyczna, polityczna i kulturowa. Ryzyko, przygoda a na pewno niesamowity wysiłek. I wszystko to w górach Kaukazu.
http://republika.pl/male_eskapady/

Już jakoś słabo wypoczywaliśmy. Po nocy snu sił jakoś nie przybyło. Grzesiek wstał i szukał wody, ja natomiast chciałem iść. W pobliżu nie było żadnego strumienia a topienie wody wcale mi się nie uśmiechało. Oboje byliśmy spragnieni i rozdrażnieni. Drażniły słowa, gesty czyny. Ruszyliśmy i już na początku rozbieżność zdań. Nie było kompromisów. Poszliśmy innymi drogami. Cały czas byliśmy w zasięgu wzroku, ale szliśmy osobno. On górą ja dołem, ja górą on dołem. Tylko czasami się nasze drogi krzyżowały. I tak aż do baran kosz gdzie się trochę zapchałem i poszedłem zboczem zamiast ścieżką. Kilka godzin razem, ale osobno, rozładowało napięcie. Przez lodowiec szliśmy już razem, bez waśni. Równym tempem kroczyliśmy w kierunku bazy. Co kilkaset metrów robiliśmy postój napełnialiśmy bidon wodą z lodowca i raczyliśmy się jej wilgocią i chłodem. Nogi były odparzone a kamienie, które dostały się do butów wgryzały się w stopy. Jednak z godziny na godzinę byliśmy coraz bliżej bazy, coraz bliżej spełnienia marzeń. Chiczynów; piwa; obiadu. Tak krok po kroku doszliśmy do ostatniej moreny, na której stał Jurii, jak to Grzesiek określił w nieśmiertelnych dresach. – I co wiktoria? Zapytał, chociaż doskonale znał odpowiedź. – Da wiktoria – odparliśmy zmęczonymi głosami. Uściskał Grześkowi dłoń jakby w dowód uznania. To było miłe.

Kiedyś jedna dziewczyna mi powiedziała, że najgorsze jest to, że marzenia się czasami spełniają. Nasze się spełniły. Zamówiliśmy obiadek, ale, że trzeba było czekać jeszcze trzy godziny to wstąpiliśmy na piwko.

- Można zakazać chiczyny. - Zapytaliśmy dziewczyny za barem
- Da można. Skolko – zapytała - To ile Rekin bierzemy
- Nie wiem ze dwa
- Dwa to mało, wiesz, jakie one są małe.
- No to ile?
- Z osiem
- Na głowę?
- Nie na dwóch.
- Dobra bież osiem.
I wzięliśmy osiem. Trzeba przyznać, że smaczne. Tyle, że po dwóch byliśmy pełni. Wzięliśmy jeszcze po jednym piwku by jakoś wyjść z twarzą i spożyć podane nam danie. Udało się zjeść chyba z sześć jednak tej liczby nie potrafiliśmy przekroczyć. Siedzieliśmy i patrzyliśmy na jedzenie i piwo. Patrzyliśmy, bo nic więcej nie byliśmy w stanie uczynić. A przed nami był jeszcze obiad. W towarzystwie chiczyn dotrwaliśmy do obiadu (właściwie kolacji), poczym powolnym ociężałym krokiem dotarliśmy na stołówkę długo szukaliśmy naszego stolika. Zasiedliśmy. No właśnie zasiedliśmy, posiedzieliśmy. Nawet wypiliśmy kilka herbatek. Oj herbatka była smaczna, słodziutka cieplutka i mokra. Popatrzeliśmy na potrawy, które podano, poczym ewakuowaliśmy się do namiotu.

W namiocie istna gehenna. Trudno opisać nasze samopoczucie.
Strona:  1, 2


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje

RosjaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju